poniedziałek, 23 grudnia 2013

II - Stracone marzenia

(Alexis)

 Nie, to nie tak miało być. Tego wypadku nie powinno być.  Byłem pewien swoich umiejętności prowadzenia, nawet jak wypiłem nieźle mi szło, tym razem coś poszło nie tak. Popatrzałem na Ivette, ona się nie ruszała, trudno było dostrzec by oddychała. Co ja narobiłem... Skrzywdziłem jedyną osobę którą kochałem. Facet w którego uderzyłem samochodem coś do mnie krzyczał, ale nie docierało do mnie co. W tamtej chwili liczyła się tylko ona. Szybko chwyciłem za telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Kucnąłem przy Iv. Odkąd skończyłem 13 lat nigdy się nie modliłem, teraz zacząłem żarliwie prosić Boga o to, by ona to przeżyła, by z tego wyszła. Ona nie może umrzeć. Wiem, że sam jestem temu winien, gdyby nie to, że jak głupi usiadłem za kierownicą po alkoholu, nic by jej nie było. Gdybym jej nie okłamał co do ilości wypitych trunków nie pojechała by ze mną i też nic by jej nie było. Jestem skończonym idiotą... Po chwili przyjechało pogotowie, a wraz z nim policja. Zabrali Ivette do szpitala, a mnie na komendę. Przesłuchali mnie, przyznałem się do wszystkiego. Nie wyobrażałem sobie życia bez piłki, chciałem wyjść z więzienia, ale jednocześnie wiedziałem, że muszę ponieść konsekwencje tego co zrobiłem. Poprosiłem policjanta by skontaktował się z rodzicami mojej ukochanej i przekazał im wiadomość o wypadku i stanie ich córki, ktoś powinien przy niej być, a ja nie mogę. Pozwolono mi wykonać jeszcze jeden telefon, chciałem zadzwonić do moich rodziców. Pewnie i tak się tym nie przejmą, odkąd pamiętam byłem na drugim planie, zawsze liczyła się dla nich ich kariera, ciągle gdzieś wyjeżdżali, a ja dopóki nie zacząłem być w pełni samodzielny byłem pilnowany przez różne nianie. Oni byli najbardziej wpływowymi ludźmi w mieście, a ja zawsze dostawałem tego czego chciałem. Chociaż nie, nie zawsze, do 16 lat wykorzystywałem to, że oni by "wynagrodzić" mi czas którego ze mną nie spędzają, kupują drogie prezenty. Ale później zrozumiałem, że to i tak mi nic nie daje, miałem wszystko ale tak naprawdę ciągle mi czegoś brakowało. Brakowało mi uczucia, miłości, którą rodzice obdarzają swoje dzieci. Gdy widziałem relacje moich znajomych z ich rodzicami coś ściskało mi serce, ale przecież nie dałem nikomu tego poznać. Byłem na to zbyt dumny. Gdy ukończyłem 18 lat postanowiłem żyć na swoją rękę, wyprowadziłem się od rodziców i nie przyjmowałem od nich żadnych pieniędzy. Czasami ich odwiedzałem, ale zastać ich w domu było graniczące z cudem. Teraz dzwoniąc też nie spodziewałem się, że odbierze ktoś inny niż pokojówka, jednak pomyliłem się, odebrała moja mama. Coś ścisnęło mnie w gardle. Powiedziałem jej co się stało, od razu zaproponowała, że przyjadą, pogadają z kim trzeba i wyciągną mnie z więzienia. Nie zgodziłem się na ostatnią propozycję. Jestem dorosły więc muszę odpowiedzieć za swoje czyny.  Nie przyjęła tego za dobrze, ale wydaje mi się, że uszanowała moją decyzję. Powiedziała nawet, że jeżeli tylko uda jej się znaleźć chwilę czasu odwiedzi mnie. Musiałem trafić do więzienia, by rodzona matka z własnej woli mnie odwiedziła...

(2 tygodnie później, narracja trzecioosobowa)

Rodzice Alexisa przyjechali do syna, a właściwie po syna. Nie słuchali jego argumentów o tym, że należy mu się kara za to co zrobił. Nie zależało im tyle na wolności ich dziecka, co na ich dobrym imieniu. Jego ojciec postarał się o to by nie dość, że Alexis wyszedł z więzienia, to jeszcze by wszystko zostało usunięte z jego akt. Piłkarz zaczął nową karierę, w nowym klubie.
A co z Ivette?
 Przez tydzień dziewczyna była nieprzytomna, czuwali przy niej na zmianę rodzice i przyjaciele. Nawet jej przyjaciółka Antonella przyjechała z Argentyny by z nią być. Ta sama Antonella która jest dziewczyną Leo Messiego. Ona i Ivette znają się od dziecka, poznały się na wakacjach gdy miały po 10 lat. Ich znajomość przetrwała i przyjaźnią się do tej pory. Tak więc, Ivette obudziła się po dwóch tygodniach, jej rodzice i siostra byli niesamowicie szczęśliwi. Ich radość jednak nie trwała długo...

(Ivette)

 - Mamo? Tato? Co ja tu robię?
 - Ivette, spokojnie, miałaś wypadek, jesteś w szpitalu.
 - Wypadek? Aa tak, pamiętam. Co z Alexisem? Nic mu nie jest? - Zapytałam. Bałam się o niego, miałam nadzieję, że nic mu się nie stało
 - Nie powinnaś się nim przejmować. To on spowodował ten wypadek. Za dużo wypił, wsiadł za kierownicę, sama wiesz co było dalej. - Odpowiedział mi ojciec.
 - Nie, nie wierzę w to, Alexis nie zrobiłby czegoś takiego, nie okłamałby mnie...
 - A jednak. Policja go przesłuchała do wszystkiego się przyznał.
 - Jak to? On jest w więzieniu?
 - Nie, już nie. Jego rodzice nigdy by na to nie pozwolili, już jest na wolności. Ale mniejsza o niego. Jak Ty się czujesz? Nic cie nie boli?
 - Trochę boli mnie głowa, ale poza tym jest w porządku. - Uśmiechnęłam się do rodziny i aby pokazać, że nic mi nie jest chciałam się podnieść. Wtedy poczułam, że jednak nie jest w porządku, nie czułam w ogóle moich nóg, nie mogłam nimi poruszyć. Musiałam się skrzywić, bo moi rodzice zaraz zmienili wyraz twarzy.
 - Coś się stało?
 - Ja.. Ja nie czuję moich nóg, coś jest nie tak...
Rodzice od razu wezwali lekarza. Nie chciałam słyszeć tego co powiedział. Jeżeli przejdę operację i długą rehabilitację będę mogła chodzić, ale już nigdy nie zagram w piłkę. Koniec z marzeniami o karierze w europejskich drużynach, w ukochanej FC Barcelonie. Zaledwie dwa tygodnie temu świętowała zwycięstwo w lidze, nowy kontrakt z Barcą. A teraz pozostały jedynie marzenia, utracone marzenia, które nigdy się nie spełnią. Patrzałam z obrzydzeniem na samą siebie, na swoje nogi. W tamtej chwili cały świat zawalił mi się na głowę. W tamtej chwili znienawidziłam Alexisa. Nie chciałam go nigdy więcej widzieć, nie chciałam słyszeć ani jednego słowa o nim. Dopóki będę musiała leżeć w szpitalu moi bliscy zapewnili mnie, że nie dopuszczą do tego by do mnie przyszedł. Później wyjadę. Anto obiecała, że mogę mieszkać u niej, pomoże mi z rehabilitacją. Nie wiem jeszcze co zrobię ze swoim życiem. Wiem jedynie, że teraz rysuje się to w czarnych barwach, nigdy nie będzie tak jak kiedyś...


To jest drugi rozdział :) Kto przeczytał niech skomentuje, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania... Jeżeli ktoś nie ma tutaj konta to nic, jest również opcja anonimowego komentowania :)

A teraz świąteczne życzenia :D
Życzę Wam wszystkim dużo uśmiechu na co dzień, radości z życia, aby nie było wielu powodów do zmartwień i wesołych świąt :) oraz szczęśliwego nowego roku :) (to już gdyby mi się nie udało napisać nowego rozdziału przed sylwestrem ;))

wtorek, 10 grudnia 2013

I - Początek

(Ivette)

    W końcu nadszedł koniec sezonu. Dzisiaj miałyśmy zagrać ostatni mecz w lidze, a pierwsze miejsce w tabeli zapewniłyśmy sobie już dawno. Klub mojego chłopaka również sobie nieźle poradził. Po dzisiejszym meczu nasze drużyny były umówione na świętowanie zakończenia sezonu. Alexis obiecał, że razem z chłopakami przyjdą na trybuny i będą nas wspierać. Oni swój mecz mieli wczoraj i oficjalne świętowanie mieli za sobą,teraz czekają na nasz występ. Po nim mamy zamiar iść do jakiegoś klubu się bawić do samego rana. Już za dwie godziny zagram ostatni mecz z dziewczynami, ostatni, okropnie to brzmi, ale wraz z końcem sezonu czeka na mnie nowe wyzwanie. Europa, najlepszy football, najlepsi piłkarze i piłkarki, a wśród nich ja. Jestem niesamowicie podekscytowana, ale oprócz pozytywnych emocji towarzyszą mi też te odmienne. Co jeśli sobie tam nie poradzę? To jest jednak inny styl, inna filozofia gry. Znajomi powtarzają mi, że doskonale dam sobie radę, żebym się nie przejmowała. Zwłaszcza Alexis jest dla mnie dużą podporą, chociaż właśnie rozłąki z nim boję się najbardziej. Nie wiem jak przetrwamy taką próbę. Ufam mu, tak jak on ufa mi - bezgranicznie, ale nigdy nie musieliśmy się rozstawać na tak długo i nigdy nie dzieliło nas tyle kilometrów.

Moje rozmyślania przerwała Francisca, koleżanka z drużyny która obiecała przyjechać po mnie przed meczem. Wzięłam torbę i pojechałyśmy na stadion. W szatni panowały radosne nastroje, wszystkie wiedziałyśmy, że sezon mamy już za sobą, jednak na mecz wyszłyśmy w pełni skupione. Ostatnie spojrzenie w kierunku trybun. Jest, tam gdzie zawsze. Pomachałam mu i razem z dziewczynami rozpoczęłyśmy rozgrzewkę. Wysłuchanie hymnu i pierwszy gwizdek. Gra, tak jak i w większej części sezonu, niesamowicie nam się układała. Na przerwę schodziłyśmy z uśmiechami na twarzy i wynikiem 2:0 na tablicy.
Gwizdek na drugą połowę. Nasze przeciwniczki pewnie zaczęły. Trzeba przyznać, że w tej połowie to one częściej zagrażały naszej bramce. Broniłyśmy się co sił, ale nie dało to większych efektów. Po dziesięciu minutach strzeliły gola kontaktowego, a w następne piętnaście zdołały wyrównać. Była siedemdziesiąta minuta, one dobrze się broniły, a my próbowałyśmy jeszcze wygrać ten mecz. Każdy powie, że ostatni mecz, że i tak wygrałyśmy już ligę, więc teraz powinnyśmy się już tym bawić. Nie, to nie jest tak. Dla nas każdy mecz jest jak walka o śmierć lub życie. Każdy mecz traktujemy poważnie, jesteśmy perfekcjonistkami. Jeżeli gramy to na sto procent. Była już osiemdziesiąta piąta minuta, czasu coraz mniej, a wynik pozostawał bez zmian. Wtedy na moje skrzydło leciała piłka, szybko się rozejrzałam, przyjęłam ją i podałam do Marii. Ta przyjęła ją, ale zaraz otoczyły ją dziewczyny z przeciwnej drużyny. Wyszłam na dobrą pozycję, a moja koleżanka natychmiast oddała mi piłkę. Pozostało mi tylko pokonać bramkarkę, teraz albo nigdy. Strzeliłam najmocniej jak umiałam. W tamtej chwili nie myślałam o żadnej technice, chciałam po prostu już mieć to z głowy. Udało się, strzeliłam gola, dziewczyny zaraz się na mnie rzuciły. Byłam nieziemsko szczęśliwa. Teraz tylko wybronić wynik. Zostały dwie minuty regulaminowego czasu gry. To się musi udać. Doliczone trzy minuty, coraz bliżej końca, ale tamte próbowały nadal nam zagrozić. Wynik jednak pozostał już do końca taki sam. Po meczu zaczepiła mnie trenerka.
   - Brawo moja droga. Świetny występ.
   - Dziękuję, ale to tylko pani zasługa.
   - Nie bądź taka skromna. A swoją drogą wybrałaś już klub do którego się przenosisz, czy jednak zostajesz z nami?
   - Wie pani, że bardzo chętnie bym została, ale chcę się dalej rozwijać. Chyba wybiorę FC Barcelonę, jest najbliższa mojemu sercu. Oczywiście zaraz po naszym klubie.
   - Tak myślę, że dopiero po naszym klubie. A Barca to bardzo dobry wybór. Idealny klub dla ciebie.
Pożegnałam się z trenerką i poszłam do szatni. Większość dziewczyn już była gotowa do wyjścia, ja poszłam pod prysznic, przebrałam się i wróciłam do głównego pomieszczenia szatni.
   - To co dziewczyny, widzimy się dzisiaj?
   - O tak! Tańczymy, aż nie odpadną nam nogi, śpiewamy, aż nie zedrzemy gardeł, pijemy, sportowcy nie piją.
   - Gdyby powiedziała to Ivette prędzej bym uwierzyła, ale ty Maria? Ty mówisz, że sportowcy nie piją? - powiedziała Francisca na co wszystkie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
   - Dobra, to lecimy? - spytałam
   - Jasne.
 Wyszłyśmy z dziewczynami z szatni i zmierzałyśmy w kierunku parkingu. Przed nami pojawił się Alexis. Od razu pobiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
   - No patrzcie, ta cały mecz przebiegała po boisku, a jeszcze ma siłę w nogach - Śmiały się ze mnie dziewczyny. - Do wieczora Iv.
   - Do zobaczenia.
   - Gratuluję meczu, moja piłkarko. Bramkarka nie miała z tobą żadnych szans.
   - Serio? Z mojej perspektywy wyglądało to nieco inaczej, bardzo mało jej brakowało. 
   - To miałaś złą perspektywę.
   - Jasne. Jedziemy?
   - Oczywiście.
 Pojechaliśmy do naszego domu, zjedliśmy obiad, chwilę poleniuchowaliśmy i zaczęliśmy się szykować na imprezę. Wybrałam "małą czarną", zrobiłam sobie makijaż i pojechaliśmy. W klubie było już sporo osób, szybko znaleźliśmy nasze towarzystwo. Przywitaliśmy się z obecnymi, zamówiłam sobie lekkiego drinka, nie mam głowy do alkoholu, więc nie będę przesadzać. Alexis obiecał, że nie będzie dużo pił, bo ktoś musi dowieźć nas do domu, a ja nie zdawałam jeszcze egzaminu na prawo jazdy. Wypiłam koktajl podany przez kelnera i ruszyłam z dziewczynami na parkiet. Tańczyłyśmy, śpiewałyśmy i świętowałyśmy nasze zwycięstwo.  Około pierwszej w nocy poczułam, że zaczyna mnie boleć głowa. Zbagatelizowałam to i bawiłam się dalej. Później zaczęło mi być duszno i kręciło mi się w głowie. Poprosiłam Franciscę która stała najbliżej mnie, by wyszła ze mną przed budynek. Wirowanie świata wokół mnie ustało, ale nadal bolała mnie głowa. Poprosiłam koleżankę żeby zawołała Alexisa, bo chciałam już wrócić do domu. 
    - Iv, kochanie, co się dzieje?
    - Nie wiem, boli mnie głowa, a w środku kręci mi się w głowie, wracajmy już do domu.
    - Jasne, wejdę się tylko pożegnać ze wszystkimi i już do ciebie wracam. Trzymaj kluczyki i wejdź już do auta. 
 Ivette posłuchała chłopaka i poszła do samochodu, ale nie musiała na niego długo czekać, już po chwili był znowu przy niej. 
     - Alexis... Ile wypiłeś? Możesz jechać?
     - Niewiele, dwa kieliszki i to już dawno. Spokojnie. 
     - To dobrze. Jedźmy już. 
   Ruszyliśmy z parkingu. Pomimo bólu który przeszywał mi głowę, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Alexis postanowił przyspieszyć. Początkowo nie osiągał wielkich prędkości, ale ta ciągle rosła.  
     - Alexis, zwolnij.
     - Spokojnie, nic się nie stanie. 
     - Proszę cię, zwolnij. 
     - Mówiłem, spokojnie. Wiem co robię. 
     - Miejmy nadzieję. 
     - Uspokój się. Odpręż. Zaraz dojedziemy, już niedaleko. 
     - No dobrze. Kocham cię, wiesz?
     - Tak, wiem, ja ciebie taż. Nawet bardzo
 To było ostatnie zdanie jakie usłyszałam. Alexis jeszcze trochę przyspieszył. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. Później do moich uszu dobiegł dźwięk gwałtownego hamowania. To nasze auto, dotarło to po chwili do mojej podświadomości. Otworzyłam oczy, oślepił mnie blask świateł, a później była już tylko ciemność...





Miał być w weekend, ale trochę się przedłużyło. Z powodu choroby nie miałam na nic siły. Teraz jest lepiej więc coś wystukałam. Mam nadzieję, że jakoś to wyszło. Na razie jest mało dialogów, ale to się powinno zmienić. 
Pisałam, że rozdziały będą regularnie, ale raczej w to wątpię. Nie mam aż tak dużo czasu na pisanie niestety... 

 

środa, 4 grudnia 2013

Prolog

Czy szczęście zawsze musi się kiedyś skończyć? Dlaczego jedni przez całe życie dostają to co najlepsze, a innym los w jednej chwili daje, a w drugiej wszystko zabiera?
Ivette, to młoda Chilijka ma wszystko czego jej do szczęścia potrzeba. Ma kochającego chłopaka, wiernych przyjaciół, rodzinę która nigdy jej nie opuszcza i doskonale zapowiadającą się karierę. Młoda piłkarka wywalczyła już pewne miejsce w pierwszym składzie najlepszej drużyny w kraju, już teraz zabiegają o nią liczne piłkarskie europejskie potęgi. Niestety los bywa strasznie przewrotny...





Teraz czas na kilka ogłoszeń
To mój pierwszy prolog, który kiedykolwiek napisałam, więc nie wiem jak on mi wyszedł, jednak mam nadzieję, że jest taki w miarę :)

Pierwszy rozdział powinien pojawić się w weekend, ale nie wiem jak mi to wyjdzie. Kolejne rozdziały powinny pojawiać się regularnie, ale to "wyjdzie w praniu" jeżeli są osoby które wytrwale śledzą moje poprzednie blogi to przyznają, że z systematycznością jest u mnie słabo.
Nie przewiduję nadzwyczajnie wysokiej liczby rozdziałów, nie będę jej też określać, bo jak to się dopiero okaże w trakcie ;)


I to chyba byłoby na tyle, jeżeli ktoś ma jakieś pytania zapraszam na aska, lub gg - 10313936