niedziela, 31 sierpnia 2014

VIII - Chciałabym przeprowadzić ten wywiad

 (Ivette)

Chłonęłam każdy punkt treningu piłkarzy FC Barcelony. Strasznie podobało mi się to co widziałam. Niestety, pomimo mojego rozczarowania piłkarze już zakończyli i zeszli do szatni. Jednak nie wszyscy, niektórzy jeszcze rozmawiali z trenerem. Wśród nich był także ten, który tak często na mnie zerkał w trakcie treningu, zastanawiałam się jak on się nazywa i dlaczego tak uporczywie się we mnie wpatrywał. Postanowiłam, że jednak nie będę zaprzątać tym sobie głowy.
   - A Ivette znowu w swoim świecie. -  Zaśmiała się Antonella. - Może tym razem wyjawisz mi o czym myślisz?
   - O niczym konkretnym. O idzie Leo. - Wskazałam w stronę nadchodzącego piłkarza.
   - Ivette, gotowa na moją niespodziankę?
   - Wydaje mi się, że tak, ale to okaże się chyba jak się dowiem co nią jest.
   - To najpierw pytanie - podobał ci się trening?
   - Bardzo. Bałam się mrugnąć by niczego nie stracić.
   - W takim razie chodź, musisz kogoś poznać. - Powiedział tajemniczo Leo, a ja wymieniłam pytające spojrzenia z Antonellą. Zaprowadził nas do stojącego kawałek dalej mężczyzny.
   - Witam, to jest właśnie Ivette, o której panu opowiadałem. Ivette, to jest Jose Ramon, dyrektor Barca TV.
   - Miło mi pana poznać. - Podałam dłoń mężczyźnie.
   - Mnie panią również.
   - Ivette, kiedyś mówiłaś, że chcesz być dziennikarką sportową, po dzisiejszym dniu widać, że zamiłowanie do sportu ci nie minęło. Więc pan Ramon ma dla ciebie pewną propozycję.
   - Na początku powiem, że jeżeli nasza, to znaczy moja i Leo, propozycja pani nie zainteresuje, to może się pani nie zgodzić. - Mężczyzna przedstawił mi ofertę pracy jako dziennikarka w jego kanale. Zaznaczył, że pierwszy tydzień będzie polegał na tym, że będę się przyglądać, jak wygląda taka praca. Opowiedział mi jeszcze o kilku innych bardziej i mniej ważnych sprawach. - I jak? Jest pani zainteresowana?
    - Na tą chwilę jeszcze nie mogę dać panu odpowiedzi, jeżeli to nie byłby problem chciałabym to jeszcze przemyśleć i przedyskutować z przyjaciółmi. - Spojrzałam na Antonellę i Leo. - Mogłabym skontaktować się z panem wieczorem lub jutro rano?
    - Oczywiście - podał mi swoją wizytówkę - tutaj ma pani mój numer, jednak wolałbym żeby decyzję podjęła pani jeszcze dzisiaj, ponieważ od jutra mogłaby pani zacząć.
    - W takim razie zadzwonię dzisiaj wieczorem, bardzo dziękuję.
    - Ja również, w takim razie do zobaczenia jutro, mam nadzieję. Czekam na pani telefon. Do widzenia.
    - Do widzenia.

    - Nad czym Ty się jeszcze chcesz zastanawiać? - Zapytała Antonella w drodze na parking.
    - Jak to nad czym? Nie wiem czy sobie poradzę, to jednak jest trochę wymagający zawód. Nie jestem pewna czy dam radę.
    - Na pewno dasz, nie masz nad czym się zastanawiać, jak dojedziemy od razu dzwonisz do Jose i mówisz, że przyjmujesz tę posadę, nie będzie trudno, a jeżeli jednak sobie nie poradzisz to możesz zrezygnować.
    - Nie wiem...
    - Ivette... Spróbuj może to Ci się spodoba.
    - Ech... No dobrze, zadzwonię i umówię się na jutro. Mamo...
    - Słyszałam.
    - To znaczy, że nie jesteś głucha. - Uśmiechnęłam się.

   - Jose Ramon, słucham?
   - Dobry wieczór. Z tej strony Ivette Ruiz. Rozmawiałam z panem dzisiaj na stadionie.
   - Ach tak, przyjaciółka Leo. Miło panią słyszeć. Podjęła pani już jakąś decyzję?
   - Chyba tak, to znaczy tak, na pewno tak. Chciałabym spróbować swoich sił w zawodzie.
   - Miło mi to słyszeć. Takiej decyzji oczekiwałem.
   - Hmm... No więc o której mam się jutro stawić?
   - O dziewiątej.
   - Dobrze, będę o dziewiątej.
   - W takim razie do jutra.
   - Do jutra.

   (Alexis)

 To była ona... Ivette, moja Ivette. Co ona tu robi? Dlaczego tutaj przyjechała? Dlaczego przyszła na trening? Nasz trening. Mój trening. Dlaczego nie wyszła gdy mnie zobaczyła? Wybaczyła mi? Nic nie rozumiem, myślałem, że nie chce mieć już więcej ze mną nic wspólnego. Uda mi się z nią porozmawiać?  Mam nadzieję, że tak. Chciałbym ją przeprosić za to ile się przeze mnie wycierpiała. Pewnie nie będzie mnie chciała słuchać. Chyba, że to nie ona, może to ktoś do niej bardzo podobny, w końcu nie widziałem jej z bliska i minęło już tyle czasu... Ale co ta osoba robiłaby z Lionelem i Antonellą...  Gdyby to rzeczywiście była Ivette musiałbym wymyślić jakiś plan działania. Na pewno nie przy jej Leo, ani tym bardziej Antonelli. Oni też mi nie wybaczyli, Messi nie odezwał się do mnie jeszcze ani słowem odkąd tutaj jestem. To przykre biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś się przyjaźniliśmy. Nie wiem jak to zrobię, ale porozmawiam z nią. Muszę.

(Ivette)

O 8:30 obudził mnie alarm ustawiony w telefonie. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć krótki prysznic. Później ubrałam się w to co zeszłego wieczoru wybrałyśmy razem z Antonellą. Nie było to nic bardzo oficjalnego, zwykłe dżinsy, koszula i marynarka. Zeszłam po cichu do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, lecz ku mojego zdziwieniu było ono już na stole. A to wszystko za sprawą mojej niezastąpionej przyjaciółki.
   - Hej. Co ty robisz o tej godzinie na nogach?
   - Dzień dobry. Robię śniadanie jakbyś nie zauważyła. W końcu to twój pierwszy dzień w pracy, musisz mieć dużo siły.
   - Bardzo ci dziękuję, ale nie trzeba było. Sama bym sobie zrobiła. Jesteś zdecydowanie nadopiekuńcza.
   - To tylko dzisiaj, nie przyzwyczajaj się. Jutro jesteś zdana na własne umiejętności kulinarne. Siądź do stołu, a ja idę obudzić Leo.
   - Okej. Ale to pysznie wygląda. - Powiedziałam i nałożyłam sobie na talerz naleśnika.

 Po pysznym śniadaniu zjedzonym podczas miłej rozmowy poszłam do pokoju spakować do torebki długopis i notatnik. Ubrałam buty i byłam gotowa do mojego pierwszego dnia w pracy. Trochę się denerwowałam, ale to miał być tydzień w którym będę się tylko przyglądać jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Miałam też do mojego nowego szefa "małą" prośbę. Nic nikomu nie mówiłam, ale na treningu moją uwagę zwróciła pewna osoba z którą chciałabym porozmawiać. To będzie mój pomysł na pierwszy wywiad. Mam nadzieję, że Jose się zgodzi i będę mogła to zrobić. Jednak najpierw muszę dowiedzieć się jak on się nazywa.
   - Leo. - Postanowiłam zapytać się go o to jeszcze przed wyjazdem z domu. - Na treningu zwróciłam uwagę na pewnego piłkarza. Nie słyszałam jak się nazywa, wiem tylko, że początek imienia lub nazwiska to "a"... Chciałabym wiedzieć kto to.
   - Hmm... - Leo nerwowo zerknął na Antonellę. - Imię lub nazwisko na "a", zwrócił twoją uwagę...
To na pewno Alba, Jordi Alba tak dokładniej. - Odpowiedział z uśmiechem.
   - A więc Jordi Alba...
   - Tak. A do czego potrzebna ci ta wiedza?
   - Dowiecie się w swoim czasie. Poza tym powinnam znać zawodników jeżeli chcę dobrze wykonywać swoją pracę.
   - Tajemnicza się zrobiłaś
   - Chyba musimy jechać. - Przypomniał Leo.
   - Tak, tak, jestem gotowa, jedziemy.

Na miejsce dojechaliśmy pięć minut przed czasem, ale lepiej być troszkę wcześniej i mieć czas na rozejrzenie się, niż spóźnić się i od razu zrobić złe wrażenie. Podziękowałam Messiemu za dowiezienie mnie na miejsce, a później weszłam do budynku. Zapytałam portiera gdzie mam dalej iść, a następnie skierowałam się we wskazanym kierunku. Sekretarka powiedziała mi, że muszę chwilę poczekać, bo pan Jose ma gościa. Czekając wdałam się w krótką rozmowę z nią. Po krótkiej chwili drzwi do gabinetu otworzyły się. Najpierw wyszedł z niego pan Ramon, a za nim piłkarz o którego dzisiaj pytałam Leo. Stałam z boku, więc mnie nie zauważyli, ale ja widziałam ich dokładnie.
   - Najmocniej cię przepraszam. - Powiedział szef stacji.
   - Nic się nie stało. To tylko jeden wywiad.
   - Mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy.
   - Każdemu mogło się zdarzyć. Niestety muszę już iść. Do widzenia. - Piłkarz i Jose podali sobie ręce.
   - Do widzenia.
 Idąc w stronę wyjścia, odwrócił się by pożegnać się jeszcze z sekretarką. Wtedy nasze spojrzenia się napotkały. Dostrzegłam w jego oczach dziwne zdziwienie, takie, jakby co najmniej zobaczył ducha. Mnie również ogarnęło dziwne uczucie, widząc go z bliska miałam wrażenie, że go znam, że to jakiś daleki znajomy. Lekko się uśmiechnęłam, lecz on odwrócił się i poszedł dalej.
   - Dzień dobry. - Zwrócił się do mnie szef stacji BarcaTV. - Mam nadzieję, że długo pani nie czekała. Niech pani wejdzie.
   - Dzień dobry. Nie, właściwie przed chwilą przyszłam. - Mówiłam idąc za nim do gabinetu. Jose wskazał mi krzesło, na którym usiadłam.
   - Cieszę się. Dzisiaj nawaliła nam jedna dziennikarka, która jutro miała prowadzić wywiad. Musiałem go dzisiaj odwołać, a nie ukrywam, że bardzo nam na tym zależało. W końcu Alexis Sanchez to gwiazda której blask jest coraz silniejszy.
   - Chwila... Alexis Sanchez? Nie Jordi Alba?
   - Tak, Alexis.
   - I to Alexis wychodził stąd przed chwilą?
   - Tak, to on we własne osobie
   - Mhm...
   - Coś nie tak?
   - Nie, nie. Wszystko w porządku. Mówił pan o tym wywiadzie.
   - Tak. Bardzo chcieliśmy to zrobić. Pokazać jaki jest Alexis Sanchez kiedy nie ma na sobie piłkarskiej koszulki i korków.
   - Hmm... - Pomyślałam, że to właśnie jest moja szansa. Nie będę czekać tygodnia. - Jeżeli pan się zgodzi mam pewną propozycję.
   - Zamieniam się w słuch.
   - Nie ukrywam, że jest to dość odważny pomysł, ale myślę, że podołam wyzwaniu. Na treningu zwrócił on moją uwagę. Miałam pana zapytać o to po tym przygotowawczym tygodniu, ale skoro teraz jest taka szansa... Chciałabym przeprowadzić ten wywiad. Myślałam właśnie o czymś takim o czym pan mówił. Mam też kilka pomysłów na pytania. Czy jeżeli dam radę dzisiaj dowiedzieć się jak wszystko funkcjonuje to mogę to zrobić?
   - Nie wiem, nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, ale niech stracę. Masz ten wywiad.
   - Dziękuję.
   - Poczekaj chwilę. - Jose otworzył drzwi. - Ines, dzwoń do Alexisa i powiedz, że wywiad się odbędzie.
   - Ale jak to możliwe?
   - Ivette go poprowadzi. - Niemal mogłam sobie wyobrazić jej zdziwioną minę.
Drzwi ponownie zostały zamknięte, a ja uzgadniałam z Jose warunki umowy i inne formalności. Resztę dnia przyglądałam się jak wygląda taka praca. Wróciłam taksówką do domu. Opowiedziałam przyjaciołom o moim jutrzejszym wyzwaniu pomijając jednak szczegół jakim jest nazwisko piłkarza. Wydaje mi się, że nie darzą go szczególną sympatią. Poszłam do swojego pokoju, umyłam się, przebrałam i poszłam spać. Jutro mam się stawić o dziesiątej i przeprowadzić wywiad przed kamerami. Jutro będzie mój wielki dzień.



Witajcie po kolejnej niestety długiej przerwie... Cały rozdział powstał podczas mojego pobytu w szpitalu, miałam więc trochę czasu do przemyślenia go i wyszedł całkiem długi (jak na mnie) ;)
Mam nadzieję, że się Wam choć trochę podoba, następny pojawi się nie wiem kiedy, ale mam już pewien pomysł :) Wcześniej pojawił się pierwszy rozdział na blogu o Jesusie Navasie i siostrze Pique. :)

Miłego/przyjemnego/ciekawego/cokolwiek  rozpoczęcia roku szkolnego. 
Pozdrawiam :)