niedziela, 12 stycznia 2014

III - Wolałabym umrzeć...

 Po dwóch miesiącach w końcu zostałam wypisana ze szpitala. Tydzień po powrocie do domu postanowiłam wyjechać.Wytargałam walizkę i zaczęłam się pakować. Wyrzucając z szafy kolejne  ubrania zaczęłam myśleć - jaki to wszystko ma sens? Nie mam już niczego. Moja kariera jest skończona. Nigdy więcej nie wyjdę na boisko, nigdy nie zagram w piłkę. Nikt nie powiedział też, że będę chodzić. Rehabilitacja może nie przynieść pożądanych efektów. Co wtedy? Miałabym utknąć na wózku? Ja Ivette Ruiz do końca życia miałabym nie stanąć na nogach? Chyba wolałabym umrzeć...
Moje ponure rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
  - Proszę. - Powiedziałam i drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Za nimi stała moja mama. Popatrzała na otwartą walizkę i stertę ubrań obok i od razu posmutniała.
  - Więc jednak wyjeżdżasz?
  - Tak... Nie dam rady dalej tu przebywać. Za dużo rzeczy przypomina mi o tym kim byłam i co straciłam. Te wszystkie dyplomy, medale, puchary... To za dużo, nigdy już tego nie zdobędę. Nie osiągnę tak dużo... Nie potrafię na to wszystko patrzeć. Oprócz tego, wszystko przypomina mi też o Alexisie, a ja chcę o nim jak najszybciej zapomnieć. Chcę zapomnieć o wszystkim co nas łączyło. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła...
  - Nie, nie jestem. Rozumiem cię...
  - Nie. Nie rozumiesz. Nie przeżyłaś czegoś takiego jak ja! I masz szczęście. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi...
  - Źle się wyraziłam... W każdym bądź razie, mam jednak nadzieję, że kiedyś nas odwiedzisz.
  - Raczej nie w najbliższym czasie. Za to wy będziecie w Argentynie bardzo mile widziani.
  - Na pewno odwiedzimy. A dobrze się czujesz?
  - Czuję się fatalnie, ale nic mnie nie boli.
  - To chociaż tyle. Pomóc ci w czymś?
  - Nie. Poradzę sobie. Trzeba się przyzwyczajać do wózka.- Powiedziałam i zaśmiałam się gorzko.
  - Nie mów tak. Dasz radę, wierzymy w ciebie. Jeszcze staniesz na własnych nogach.
  - Oby tak było.
  - Będzie tak. Skoro nie potrzebujesz pomocy to ja już pójdę, ale gdybyś jednak zmieniła zdanie to zawołaj.
   - Dobrze, dziękuję. A, mamo - powiedziałam gdy moja rodzicielka była już przy drzwiach. - jest Blanca?
   - Nie, wyszła z jakąś koleżanką. Ale niedługo powinna wrócić.
   - Mhm, to jak już wróci to niech do mnie przyjdzie.
   - Powiem jej.
   - Dziękuję. - Zdobyłam się na delikatny uśmiech.
Mama wyszła z pokoju, a ja wróciłam do wyrzucania ubrań z szafy. Pomiędzy ubraniami zauważyłam pudełko w którym trzymałam zdjęcia ze zdjęciami i pamiątkami. Wzięłam je do ręki, ale nie odważyłam się go otworzyć. Położyłam pudełko na łóżku i wróciłam do poprzedniej czynności. Po wyrzuceniu wszystkiego zaczęłam je przeglądać i układać. Jednak po chwili stwierdziłam, że poczekam z tym na Blancę. Oddam jej część tych rzeczy. Teraz i tak nigdzie nie wychodzę, ani nie będę wychodzić. Nie chcę żeby ludzie patrzeli na mnie współczującym wzrokiem. Jest mi to niepotrzebne, sama doskonale wiem, że nie jest łatwo. Oni nie pomagają. Jedyne osoby którym teraz ufam to moja najbliższa rodzina i Anto z Leo, ale oni to też prawie jak część rodziny. Antonella obiecała, że jutro koło południa po mnie przyjadą. Nie chciałam im sprawiać dodatkowego kłopotu, bo przecież i tak będę u nich mieszkać oraz nie chciałam też fatygować rodziców. Chciałam sama się dostać do Argentyny, ale moja przyjaciółka skutecznie odwiodła mnie od tego pomysłu. Więc wyszło na to, że jednak pojadę z nimi.
Godzinę później w końcu wróciła moja siostra. Od razu przyszła do mojego pokoju.
  - Hej, jak się czujesz?
  - A jak myślisz? Jak mogę się czuć?
  - No tak, głupie pytanie. Przepraszam...
  - Nic się nie stało.
  - Wyjeżdżasz? Już? Tak szybko?
  - Tak wyszło, mam nadzieję, że jakoś to zrozumiesz i nie będziesz miała mi tego za złe.
  - Nie, nie, ale mam nadzieję, że będziesz pamiętać o mnie.
  - Zawsze będę pamiętać o mojej małej siostrzyczce.
  - Ej. Wcale nie jestem już taka mała.
  - No dobra, dobra, w sumie to teraz jesteś wyższa ode mnie. Chciałabyś coś z tego? - Wskazałam ręką na górę moich ubrań. - Większość raczej nie będzie mi potrzebna.
  - Jej, dzięki.
Kolejną godzinę spędziłyśmy przebierając całą tą stertę odzieży. Blanca zdecydowała się na niewiele rzeczy, niewiele w stosunku do tego co zawsze sobie pożyczała. A przynajmniej raz na tydzień widziałam ją w czymś moim.
  - Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
  - Nie ma za co. Ale teraz mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.
  - Zamieniam się w słuch.
  - Jak już zauważyłaś wyjeżdżam, nie wrócę nigdy do tego by tutaj zamieszkać, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Więc od jutra to ty miej oko na rodziców, teraz będą mieli tylko ciebie. Ja będę za daleko by im pomagać. Wiem, że dasz sobie radę, pomimo tego, że masz tylko 16 lat jesteś bardzo silna. I bądź tez dla nich dobra, tak jak zawsze.
  - Mhm... Będę. Obiecuję.
  - To teraz już leć, ja muszę jeszcze porozmawiać z rodzicami. - Powiedziałam do mojej siostry i zaraz za nią wyjechałam na korytarz, a później prosto do salonu gdzie siedzieli moi rodzice.
  - Muszę z wami porozmawiać.
  - Słuchamy.
  - Więc tak... Musicie być teraz silni, dla Blanci. Ona jest młoda, ma jeszcze całe życie przed sobą. Nie pozwólcie jej go zmarnować. Musicie też dać sobie radę z tym wszystkim, wiem, że nie będzie łatwo. Mnie też nie jest, ale musicie dać sobie radę dla niej. Odwieźcie też czasem mnie. Będzie mi bardzo miło. Gdy się pozbieram może kiedyś przyjadę do was. Ale teraz musicie dać z siebie wszystko dla niej, dla Blanci. Obiecajcie mi to.
  - Obiecujemy. A nas możesz się spodziewać w Argentynie co miesiąc.
  - Dziękuję. Kocham was.
  - My ciebie też córeczko.
Wróciłam do swojego pokoju. Zaczęłam układać ubrania w walizce. Gdy już to zrobiłam, mój wzrok spoczął na pudełku które zostawiłam na łóżku. Wzięłam je do rąk. Wiedziałam, że dla dobra mojego stanu psychicznego powinnam od razu wyrzucić zawartość do kosza, ale jednak coś mnie powstrzymało. To "coś" kazało mi również otworzyć pudełko i obejrzeć wszystkie zebrane w nim przedmioty.
Oglądałam każde zdjęcie po kolei, każdą pocztówkę i każdą inną rzecz która się tam znajdowała. Przy każdej kolejnej moje oczy coraz mocniej zachodziły łzami. Postanowiłam spalić to wszystko. Na łóżku zostawiłam tylko zdjęcia z Antonellą, a z resztę przejechałam do kuchni gdzie w zlewie położyłam resztę zawartości pudełka i podpaliłam to. Patrzałam na ogień który pochłania wszystkie moje wspomnienia uwiecznione na fotografiach. Gdy już płomień zgasł zalałam wszystko wodą, która zabrała popiół w rury kanalizacyjne. Pojechałam do pokoju gdzie przeniosłam się na łóżko i zasnęłam. Jutro czeka mnie długi dzień. Kolejny długi dzień.



Tak więc mamy już 3, póki co wszystko kręci się wokół tego samego, ale w końcu przestanie.
Trochę mi było smutno jak to pisałam, jej, pierwszy raz aż tak przeżywam to co piszę...