Ivette: Witam bardzo serdecznie. Nazywam się Ivette Ruiz i dzisiaj to właśnie ja będę miała przyjemność przeprowadzenia dla państwa wywiadu z jednym, z obecnie najlepszych, piłkarzy FC Barcelony. Panie i panowie, oto Alexis Sanchez.
Alexis: Ja również was witam. Jest mi niezmiernie miło, że zespół Barca TV zaprosił mnie abym udzielił wywiadu.
Ivette: A nam jest miło, że zdecydowałeś się go udzielić. Zaznaczmy, że nie jest to wywiad ściśle związany z piłką nożną, a raczej z twoim życiem prywatnym, więc jeżeli uważasz, że jakieś pytanie jest zbyt osobiste nie musisz udzielać na nie odpowiedzi. Zacznijmy. Moje pierwsze pytanie. Strzelasz w tym sezonie bardzo dużo bramek. Masz osobę której dedykujesz swoje gole?
Alexis: Tak, mam nawet dwie takie osoby. Pierwszą z nich jest moja mama. Zawdzięczam jej bardzo dużo. To ona zaprowadziła mnie na pierwszy trening piłkarski i chociaż wtedy nie miała za dużo czasu na nic, ponieważ jej kariera opierała się na ciągłych wyjazdach, to znalazła go trochę dla mnie i była tam ze mną przez cały trening. Drugą osobą jest mój przyjaciel. Gdyby nie on na pewno nie byłbym teraz tutaj, pewnie nawet nie grałbym w piłkę. Był dla mnie największym wsparciem w najgorszych dla mnie chwilach. Nigdy nie zapomnę co dla mnie zrobił i choć już nie ma go z nami na tym świecie zawsze będę o nim pamiętał.
Ivette: To musi być ciężkie stracić przyjaciela, z którym się było tak blisko. Jak sobie z tym poradziłeś?
Alexis: Na początku było trudno. Poza nim nie miałem bliskich przyjaciół. Jednak w ostatnich chwilach jego życia obiecałem mu, że cokolwiek się nie zdarzy, będę kontynuował to co robię i nie załamię się. Ta obietnica i wiele rozmów które kiedyś razem przebyliśmy pomogły mi przetrwać. Później było już lepiej. W pełni oddałem się pasji jaką jest piłka nożna i teraz mogę grać w najlepszym klubie na świecie.
Ivette: Mógłbyś przytoczyć jedno zdanie swojego przyjaciela, które najbardziej zmotywowało cię do pracy nad samym sobą?
Alexis: Nie, raczej nie. To dotyczyło sprawy bardzo prywatnej, do której nie chciałbym wracać.
Ivette: Dobrze, a więc przejdźmy dalej. Chile - Hiszpania. Ameryka - Europa. Podpisując kontrakt z FC Barceloną musiałeś zmienić całe swoje otoczenie. Zostawiłeś w kraju swoich najbliższych. Za kim lub za czym tęsknisz najbardziej?
Alexis: Tak, to prawda, musiałem zmienić wszystko. Tutaj nie mam nikogo, za wyjątkiem kolegów z klubu. Rodzina i wszyscy znajomi zostali w moim kraju. Początki były ciężkie, ale z pomocą chłopaków z drużyny dałem radę. W Barcelonie wszyscy jesteśmy jak jedna wielka rodzina, o czym miałem okazję już wiele razy się przekonać. Jednak najbardziej zaskoczyli mnie na samym początku. Gdy nie potrafiłem jeszcze się tutaj odnaleźć sami zaproponowali mi swoją pomoc. Oczywiście nie obyło się bez żartów, ale nie wziąłem tego do siebie, wręcz przeciwnie śmiałem się z tego co potrafili wymyślić.
Ivette: Na przykład?
Alexis: Chociażby wieczne żarty z powodu mojego akcentu. Na początku trochę mnie to denerwowało, jednak z czasem gdy naśladowali mój sposób mówienia dołączałem do nich jeszcze bardziej podkreślając mój, różny od tutejszego, sposób wymawiania słów.
Ivette: Dobrze jest mieć dystans do samego siebie. Jeżeli jesteśmy już przy temacie piłkarzy, z którym z nich masz najlepsze relacje?
Alexis: Raczej ze wszystkimi dosyć dobrze się dogaduję. Jednak bardziej przyjacielskie niż koleżeńskie stosunki mam z Marciem Bartrą i Pedro. Są osobami którym w pełni mogę zaufać iczuję się przy nich najswobodniej.
Ivette: Mówisz dużo o przyjaciołach. A czy w twoim życiu jest jakaś wyjątkowa kobieta?
Alexis: Owszem, nawet nie jedna, wszystkie kobiety w mojej rodzinie są wyjątkowe.
Ivette: Sprytnie wybrnąłeś, jednak nie o to pytałam. Czy poza rodziną jakaś inna kobieta zdobyła serce Alexisa Sancheza?
Alexis: No cóż... Nie jestem z nikim. I od kilku lat nie byłem.
Ivette: Dlaczego? Nie uwierzę, że żadna nie chciałaby z tobą być, jesteś dobrą osobą, z tego co wiem masz świetny charakter, jesteś również, chyba wszystkie kobiety się ze mną zgodzą, przystojny. Więc w czym jest problem.
Alexis: Problem siedzi we mnie. To ja nie chciałem wchodzić w żadne związki dopóki nie zrobię porządku z samym sobą. Kilka lat temu miałem wspaniałą dziewczynę, jednak zrobiłem coś niesamowicie głupiego, czego bardzo do tej pory żałuję. Nigdy jednak nie miałem okazji by to naprawić, a uczucie do niej nadal mi towarzyszy, od tamtej pory jestem sam.
Ivette: Co byś jej powiedział gdybyś miał taką okazję?
Alexis: Że bardzo żałuję tego co zrobiłem, gdybym mógł cofnąć czas nigdy bym nie zrobił ponownie tego co zrobiłem, że skutki tego co przytrafiło się tego dnia powinienem był odczuć ja, a nie ona. Przepraszam, ale tego tematu również nie chciałbym dalej drążyć.
Ivette: Rozumiem. Przejdźmy więc do pytania które jest ostatnim. Co najbardziej podoba ci się w Barcelonie?
Alexis: To miasto w całości jest piękne, jednak to co mnie najbardziej urzekło, to tutejsi ludzie. Hiszpańska pogoda ducha i gościnność, na początku zastanawiasz się jak tak w ogóle można funkcjonować, wydaje ci się, że ci ludzie nie mają żadnych zmartwień, a później robisz się taki sam. To miasto tak na ciebie wpływa.
Ivette: Też to zauważyłam. Ludzie tutaj są niezwykli.
Alexis: Zgadzam się w 100%.
Ivette: I tym oto miłym akcentem zakończymy dzisiejszy wywiad. Bardzo miło było nam cię dziś gościć.
Alexis: Cała przyjemność po mojej stronie. Bardzo dziękuję za zaproszenie.
Ivette: Żegnamy państwa i zapraszamy na kolejny wywiad za tydzień. Do widzenia.
Pomysł na ten rozdział pojawił się już jakiś czas temu, jednak opublikowałam go dopiero teraz. Dlaczego? Nie podobała mi się do końca pierwsza wersja i po całej masie poprawek oto jest! :)
Oddaję go waszej ocenie i mam nadzieję, że każdy kto przeczyta pozostawi po sobie jakiś ślad (można anonimowo), to naprawdę motywuje do dalszej pracy z blogiem:)
A teraz życzę Wam wesołych świąt, szczęśliwego nowego roku, wielu powodów do radości, mało zmartwień i spełnienia Waszych wszystkich marzeń.:)
Feliz navidad!
Nieco zmieniła się strona "moje blogi". Usunęłam blogi, które moim zdaniem były słabe i do których nie mam ochoty wracać, czyli np. nie poznamy już dalszych losów Karoliny i Bartry (tak tylko jakby kogoś to obchodziłoXD). A do blogów które pozostały dodałam krótkie opisy:)
niedziela, 21 grudnia 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
VIII - Chciałabym przeprowadzić ten wywiad
(Ivette)
Chłonęłam każdy punkt treningu piłkarzy FC Barcelony. Strasznie podobało mi się to co widziałam. Niestety, pomimo mojego rozczarowania piłkarze już zakończyli i zeszli do szatni. Jednak nie wszyscy, niektórzy jeszcze rozmawiali z trenerem. Wśród nich był także ten, który tak często na mnie zerkał w trakcie treningu, zastanawiałam się jak on się nazywa i dlaczego tak uporczywie się we mnie wpatrywał. Postanowiłam, że jednak nie będę zaprzątać tym sobie głowy.
- A Ivette znowu w swoim świecie. - Zaśmiała się Antonella. - Może tym razem wyjawisz mi o czym myślisz?
- O niczym konkretnym. O idzie Leo. - Wskazałam w stronę nadchodzącego piłkarza.
- Ivette, gotowa na moją niespodziankę?
- Wydaje mi się, że tak, ale to okaże się chyba jak się dowiem co nią jest.
- To najpierw pytanie - podobał ci się trening?
- Bardzo. Bałam się mrugnąć by niczego nie stracić.
- W takim razie chodź, musisz kogoś poznać. - Powiedział tajemniczo Leo, a ja wymieniłam pytające spojrzenia z Antonellą. Zaprowadził nas do stojącego kawałek dalej mężczyzny.
- Witam, to jest właśnie Ivette, o której panu opowiadałem. Ivette, to jest Jose Ramon, dyrektor Barca TV.
- Miło mi pana poznać. - Podałam dłoń mężczyźnie.
- Mnie panią również.
- Ivette, kiedyś mówiłaś, że chcesz być dziennikarką sportową, po dzisiejszym dniu widać, że zamiłowanie do sportu ci nie minęło. Więc pan Ramon ma dla ciebie pewną propozycję.
- Na początku powiem, że jeżeli nasza, to znaczy moja i Leo, propozycja pani nie zainteresuje, to może się pani nie zgodzić. - Mężczyzna przedstawił mi ofertę pracy jako dziennikarka w jego kanale. Zaznaczył, że pierwszy tydzień będzie polegał na tym, że będę się przyglądać, jak wygląda taka praca. Opowiedział mi jeszcze o kilku innych bardziej i mniej ważnych sprawach. - I jak? Jest pani zainteresowana?
- Na tą chwilę jeszcze nie mogę dać panu odpowiedzi, jeżeli to nie byłby problem chciałabym to jeszcze przemyśleć i przedyskutować z przyjaciółmi. - Spojrzałam na Antonellę i Leo. - Mogłabym skontaktować się z panem wieczorem lub jutro rano?
- Oczywiście - podał mi swoją wizytówkę - tutaj ma pani mój numer, jednak wolałbym żeby decyzję podjęła pani jeszcze dzisiaj, ponieważ od jutra mogłaby pani zacząć.
- W takim razie zadzwonię dzisiaj wieczorem, bardzo dziękuję.
- Ja również, w takim razie do zobaczenia jutro, mam nadzieję. Czekam na pani telefon. Do widzenia.
- Do widzenia.
- Nad czym Ty się jeszcze chcesz zastanawiać? - Zapytała Antonella w drodze na parking.
- Jak to nad czym? Nie wiem czy sobie poradzę, to jednak jest trochę wymagający zawód. Nie jestem pewna czy dam radę.
- Na pewno dasz, nie masz nad czym się zastanawiać, jak dojedziemy od razu dzwonisz do Jose i mówisz, że przyjmujesz tę posadę, nie będzie trudno, a jeżeli jednak sobie nie poradzisz to możesz zrezygnować.
- Nie wiem...
- Ivette... Spróbuj może to Ci się spodoba.
- Ech... No dobrze, zadzwonię i umówię się na jutro. Mamo...
- Słyszałam.
- To znaczy, że nie jesteś głucha. - Uśmiechnęłam się.
- Jose Ramon, słucham?
- Dobry wieczór. Z tej strony Ivette Ruiz. Rozmawiałam z panem dzisiaj na stadionie.
- Ach tak, przyjaciółka Leo. Miło panią słyszeć. Podjęła pani już jakąś decyzję?
- Chyba tak, to znaczy tak, na pewno tak. Chciałabym spróbować swoich sił w zawodzie.
- Miło mi to słyszeć. Takiej decyzji oczekiwałem.
- Hmm... No więc o której mam się jutro stawić?
- O dziewiątej.
- Dobrze, będę o dziewiątej.
- W takim razie do jutra.
- Do jutra.
(Alexis)
To była ona... Ivette, moja Ivette. Co ona tu robi? Dlaczego tutaj przyjechała? Dlaczego przyszła na trening? Nasz trening. Mój trening. Dlaczego nie wyszła gdy mnie zobaczyła? Wybaczyła mi? Nic nie rozumiem, myślałem, że nie chce mieć już więcej ze mną nic wspólnego. Uda mi się z nią porozmawiać? Mam nadzieję, że tak. Chciałbym ją przeprosić za to ile się przeze mnie wycierpiała. Pewnie nie będzie mnie chciała słuchać. Chyba, że to nie ona, może to ktoś do niej bardzo podobny, w końcu nie widziałem jej z bliska i minęło już tyle czasu... Ale co ta osoba robiłaby z Lionelem i Antonellą... Gdyby to rzeczywiście była Ivette musiałbym wymyślić jakiś plan działania. Na pewno nie przy jej Leo, ani tym bardziej Antonelli. Oni też mi nie wybaczyli, Messi nie odezwał się do mnie jeszcze ani słowem odkąd tutaj jestem. To przykre biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś się przyjaźniliśmy. Nie wiem jak to zrobię, ale porozmawiam z nią. Muszę.
(Ivette)
O 8:30 obudził mnie alarm ustawiony w telefonie. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć krótki prysznic. Później ubrałam się w to co zeszłego wieczoru wybrałyśmy razem z Antonellą. Nie było to nic bardzo oficjalnego, zwykłe dżinsy, koszula i marynarka. Zeszłam po cichu do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, lecz ku mojego zdziwieniu było ono już na stole. A to wszystko za sprawą mojej niezastąpionej przyjaciółki.
- Hej. Co ty robisz o tej godzinie na nogach?
- Dzień dobry. Robię śniadanie jakbyś nie zauważyła. W końcu to twój pierwszy dzień w pracy, musisz mieć dużo siły.
- Bardzo ci dziękuję, ale nie trzeba było. Sama bym sobie zrobiła. Jesteś zdecydowanie nadopiekuńcza.
- To tylko dzisiaj, nie przyzwyczajaj się. Jutro jesteś zdana na własne umiejętności kulinarne. Siądź do stołu, a ja idę obudzić Leo.
- Okej. Ale to pysznie wygląda. - Powiedziałam i nałożyłam sobie na talerz naleśnika.
Po pysznym śniadaniu zjedzonym podczas miłej rozmowy poszłam do pokoju spakować do torebki długopis i notatnik. Ubrałam buty i byłam gotowa do mojego pierwszego dnia w pracy. Trochę się denerwowałam, ale to miał być tydzień w którym będę się tylko przyglądać jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Miałam też do mojego nowego szefa "małą" prośbę. Nic nikomu nie mówiłam, ale na treningu moją uwagę zwróciła pewna osoba z którą chciałabym porozmawiać. To będzie mój pomysł na pierwszy wywiad. Mam nadzieję, że Jose się zgodzi i będę mogła to zrobić. Jednak najpierw muszę dowiedzieć się jak on się nazywa.
- Leo. - Postanowiłam zapytać się go o to jeszcze przed wyjazdem z domu. - Na treningu zwróciłam uwagę na pewnego piłkarza. Nie słyszałam jak się nazywa, wiem tylko, że początek imienia lub nazwiska to "a"... Chciałabym wiedzieć kto to.
- Hmm... - Leo nerwowo zerknął na Antonellę. - Imię lub nazwisko na "a", zwrócił twoją uwagę...
To na pewno Alba, Jordi Alba tak dokładniej. - Odpowiedział z uśmiechem.
- A więc Jordi Alba...
- Tak. A do czego potrzebna ci ta wiedza?
- Dowiecie się w swoim czasie. Poza tym powinnam znać zawodników jeżeli chcę dobrze wykonywać swoją pracę.
- Tajemnicza się zrobiłaś
- Chyba musimy jechać. - Przypomniał Leo.
- Tak, tak, jestem gotowa, jedziemy.
Na miejsce dojechaliśmy pięć minut przed czasem, ale lepiej być troszkę wcześniej i mieć czas na rozejrzenie się, niż spóźnić się i od razu zrobić złe wrażenie. Podziękowałam Messiemu za dowiezienie mnie na miejsce, a później weszłam do budynku. Zapytałam portiera gdzie mam dalej iść, a następnie skierowałam się we wskazanym kierunku. Sekretarka powiedziała mi, że muszę chwilę poczekać, bo pan Jose ma gościa. Czekając wdałam się w krótką rozmowę z nią. Po krótkiej chwili drzwi do gabinetu otworzyły się. Najpierw wyszedł z niego pan Ramon, a za nim piłkarz o którego dzisiaj pytałam Leo. Stałam z boku, więc mnie nie zauważyli, ale ja widziałam ich dokładnie.
- Najmocniej cię przepraszam. - Powiedział szef stacji.
- Nic się nie stało. To tylko jeden wywiad.
- Mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy.
- Każdemu mogło się zdarzyć. Niestety muszę już iść. Do widzenia. - Piłkarz i Jose podali sobie ręce.
- Do widzenia.
Idąc w stronę wyjścia, odwrócił się by pożegnać się jeszcze z sekretarką. Wtedy nasze spojrzenia się napotkały. Dostrzegłam w jego oczach dziwne zdziwienie, takie, jakby co najmniej zobaczył ducha. Mnie również ogarnęło dziwne uczucie, widząc go z bliska miałam wrażenie, że go znam, że to jakiś daleki znajomy. Lekko się uśmiechnęłam, lecz on odwrócił się i poszedł dalej.
- Dzień dobry. - Zwrócił się do mnie szef stacji BarcaTV. - Mam nadzieję, że długo pani nie czekała. Niech pani wejdzie.
- Dzień dobry. Nie, właściwie przed chwilą przyszłam. - Mówiłam idąc za nim do gabinetu. Jose wskazał mi krzesło, na którym usiadłam.
- Cieszę się. Dzisiaj nawaliła nam jedna dziennikarka, która jutro miała prowadzić wywiad. Musiałem go dzisiaj odwołać, a nie ukrywam, że bardzo nam na tym zależało. W końcu Alexis Sanchez to gwiazda której blask jest coraz silniejszy.
- Chwila... Alexis Sanchez? Nie Jordi Alba?
- Tak, Alexis.
- I to Alexis wychodził stąd przed chwilą?
- Tak, to on we własne osobie
- Mhm...
- Coś nie tak?
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Mówił pan o tym wywiadzie.
- Tak. Bardzo chcieliśmy to zrobić. Pokazać jaki jest Alexis Sanchez kiedy nie ma na sobie piłkarskiej koszulki i korków.
- Hmm... - Pomyślałam, że to właśnie jest moja szansa. Nie będę czekać tygodnia. - Jeżeli pan się zgodzi mam pewną propozycję.
- Zamieniam się w słuch.
- Nie ukrywam, że jest to dość odważny pomysł, ale myślę, że podołam wyzwaniu. Na treningu zwrócił on moją uwagę. Miałam pana zapytać o to po tym przygotowawczym tygodniu, ale skoro teraz jest taka szansa... Chciałabym przeprowadzić ten wywiad. Myślałam właśnie o czymś takim o czym pan mówił. Mam też kilka pomysłów na pytania. Czy jeżeli dam radę dzisiaj dowiedzieć się jak wszystko funkcjonuje to mogę to zrobić?
- Nie wiem, nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, ale niech stracę. Masz ten wywiad.
- Dziękuję.
- Poczekaj chwilę. - Jose otworzył drzwi. - Ines, dzwoń do Alexisa i powiedz, że wywiad się odbędzie.
- Ale jak to możliwe?
- Ivette go poprowadzi. - Niemal mogłam sobie wyobrazić jej zdziwioną minę.
Drzwi ponownie zostały zamknięte, a ja uzgadniałam z Jose warunki umowy i inne formalności. Resztę dnia przyglądałam się jak wygląda taka praca. Wróciłam taksówką do domu. Opowiedziałam przyjaciołom o moim jutrzejszym wyzwaniu pomijając jednak szczegół jakim jest nazwisko piłkarza. Wydaje mi się, że nie darzą go szczególną sympatią. Poszłam do swojego pokoju, umyłam się, przebrałam i poszłam spać. Jutro mam się stawić o dziesiątej i przeprowadzić wywiad przed kamerami. Jutro będzie mój wielki dzień.
Witajcie po kolejnej niestety długiej przerwie... Cały rozdział powstał podczas mojego pobytu w szpitalu, miałam więc trochę czasu do przemyślenia go i wyszedł całkiem długi (jak na mnie) ;)
Mam nadzieję, że się Wam choć trochę podoba, następny pojawi się nie wiem kiedy, ale mam już pewien pomysł :) Wcześniej pojawił się pierwszy rozdział na blogu o Jesusie Navasie i siostrze Pique. :)
Miłego/przyjemnego/ciekawego/cokolwiek rozpoczęcia roku szkolnego.
Pozdrawiam :)
Chłonęłam każdy punkt treningu piłkarzy FC Barcelony. Strasznie podobało mi się to co widziałam. Niestety, pomimo mojego rozczarowania piłkarze już zakończyli i zeszli do szatni. Jednak nie wszyscy, niektórzy jeszcze rozmawiali z trenerem. Wśród nich był także ten, który tak często na mnie zerkał w trakcie treningu, zastanawiałam się jak on się nazywa i dlaczego tak uporczywie się we mnie wpatrywał. Postanowiłam, że jednak nie będę zaprzątać tym sobie głowy.
- A Ivette znowu w swoim świecie. - Zaśmiała się Antonella. - Może tym razem wyjawisz mi o czym myślisz?
- O niczym konkretnym. O idzie Leo. - Wskazałam w stronę nadchodzącego piłkarza.
- Ivette, gotowa na moją niespodziankę?
- Wydaje mi się, że tak, ale to okaże się chyba jak się dowiem co nią jest.
- To najpierw pytanie - podobał ci się trening?
- Bardzo. Bałam się mrugnąć by niczego nie stracić.
- W takim razie chodź, musisz kogoś poznać. - Powiedział tajemniczo Leo, a ja wymieniłam pytające spojrzenia z Antonellą. Zaprowadził nas do stojącego kawałek dalej mężczyzny.
- Witam, to jest właśnie Ivette, o której panu opowiadałem. Ivette, to jest Jose Ramon, dyrektor Barca TV.
- Miło mi pana poznać. - Podałam dłoń mężczyźnie.
- Mnie panią również.
- Ivette, kiedyś mówiłaś, że chcesz być dziennikarką sportową, po dzisiejszym dniu widać, że zamiłowanie do sportu ci nie minęło. Więc pan Ramon ma dla ciebie pewną propozycję.
- Na początku powiem, że jeżeli nasza, to znaczy moja i Leo, propozycja pani nie zainteresuje, to może się pani nie zgodzić. - Mężczyzna przedstawił mi ofertę pracy jako dziennikarka w jego kanale. Zaznaczył, że pierwszy tydzień będzie polegał na tym, że będę się przyglądać, jak wygląda taka praca. Opowiedział mi jeszcze o kilku innych bardziej i mniej ważnych sprawach. - I jak? Jest pani zainteresowana?
- Na tą chwilę jeszcze nie mogę dać panu odpowiedzi, jeżeli to nie byłby problem chciałabym to jeszcze przemyśleć i przedyskutować z przyjaciółmi. - Spojrzałam na Antonellę i Leo. - Mogłabym skontaktować się z panem wieczorem lub jutro rano?
- Oczywiście - podał mi swoją wizytówkę - tutaj ma pani mój numer, jednak wolałbym żeby decyzję podjęła pani jeszcze dzisiaj, ponieważ od jutra mogłaby pani zacząć.
- W takim razie zadzwonię dzisiaj wieczorem, bardzo dziękuję.
- Ja również, w takim razie do zobaczenia jutro, mam nadzieję. Czekam na pani telefon. Do widzenia.
- Do widzenia.
- Nad czym Ty się jeszcze chcesz zastanawiać? - Zapytała Antonella w drodze na parking.
- Jak to nad czym? Nie wiem czy sobie poradzę, to jednak jest trochę wymagający zawód. Nie jestem pewna czy dam radę.
- Na pewno dasz, nie masz nad czym się zastanawiać, jak dojedziemy od razu dzwonisz do Jose i mówisz, że przyjmujesz tę posadę, nie będzie trudno, a jeżeli jednak sobie nie poradzisz to możesz zrezygnować.
- Nie wiem...
- Ivette... Spróbuj może to Ci się spodoba.
- Ech... No dobrze, zadzwonię i umówię się na jutro. Mamo...
- Słyszałam.
- To znaczy, że nie jesteś głucha. - Uśmiechnęłam się.
- Jose Ramon, słucham?
- Dobry wieczór. Z tej strony Ivette Ruiz. Rozmawiałam z panem dzisiaj na stadionie.
- Ach tak, przyjaciółka Leo. Miło panią słyszeć. Podjęła pani już jakąś decyzję?
- Chyba tak, to znaczy tak, na pewno tak. Chciałabym spróbować swoich sił w zawodzie.
- Miło mi to słyszeć. Takiej decyzji oczekiwałem.
- Hmm... No więc o której mam się jutro stawić?
- O dziewiątej.
- Dobrze, będę o dziewiątej.
- W takim razie do jutra.
- Do jutra.
(Alexis)
To była ona... Ivette, moja Ivette. Co ona tu robi? Dlaczego tutaj przyjechała? Dlaczego przyszła na trening? Nasz trening. Mój trening. Dlaczego nie wyszła gdy mnie zobaczyła? Wybaczyła mi? Nic nie rozumiem, myślałem, że nie chce mieć już więcej ze mną nic wspólnego. Uda mi się z nią porozmawiać? Mam nadzieję, że tak. Chciałbym ją przeprosić za to ile się przeze mnie wycierpiała. Pewnie nie będzie mnie chciała słuchać. Chyba, że to nie ona, może to ktoś do niej bardzo podobny, w końcu nie widziałem jej z bliska i minęło już tyle czasu... Ale co ta osoba robiłaby z Lionelem i Antonellą... Gdyby to rzeczywiście była Ivette musiałbym wymyślić jakiś plan działania. Na pewno nie przy jej Leo, ani tym bardziej Antonelli. Oni też mi nie wybaczyli, Messi nie odezwał się do mnie jeszcze ani słowem odkąd tutaj jestem. To przykre biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś się przyjaźniliśmy. Nie wiem jak to zrobię, ale porozmawiam z nią. Muszę.
(Ivette)
O 8:30 obudził mnie alarm ustawiony w telefonie. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć krótki prysznic. Później ubrałam się w to co zeszłego wieczoru wybrałyśmy razem z Antonellą. Nie było to nic bardzo oficjalnego, zwykłe dżinsy, koszula i marynarka. Zeszłam po cichu do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, lecz ku mojego zdziwieniu było ono już na stole. A to wszystko za sprawą mojej niezastąpionej przyjaciółki.
- Hej. Co ty robisz o tej godzinie na nogach?
- Dzień dobry. Robię śniadanie jakbyś nie zauważyła. W końcu to twój pierwszy dzień w pracy, musisz mieć dużo siły.
- Bardzo ci dziękuję, ale nie trzeba było. Sama bym sobie zrobiła. Jesteś zdecydowanie nadopiekuńcza.
- To tylko dzisiaj, nie przyzwyczajaj się. Jutro jesteś zdana na własne umiejętności kulinarne. Siądź do stołu, a ja idę obudzić Leo.
- Okej. Ale to pysznie wygląda. - Powiedziałam i nałożyłam sobie na talerz naleśnika.
Po pysznym śniadaniu zjedzonym podczas miłej rozmowy poszłam do pokoju spakować do torebki długopis i notatnik. Ubrałam buty i byłam gotowa do mojego pierwszego dnia w pracy. Trochę się denerwowałam, ale to miał być tydzień w którym będę się tylko przyglądać jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Miałam też do mojego nowego szefa "małą" prośbę. Nic nikomu nie mówiłam, ale na treningu moją uwagę zwróciła pewna osoba z którą chciałabym porozmawiać. To będzie mój pomysł na pierwszy wywiad. Mam nadzieję, że Jose się zgodzi i będę mogła to zrobić. Jednak najpierw muszę dowiedzieć się jak on się nazywa.
- Leo. - Postanowiłam zapytać się go o to jeszcze przed wyjazdem z domu. - Na treningu zwróciłam uwagę na pewnego piłkarza. Nie słyszałam jak się nazywa, wiem tylko, że początek imienia lub nazwiska to "a"... Chciałabym wiedzieć kto to.
- Hmm... - Leo nerwowo zerknął na Antonellę. - Imię lub nazwisko na "a", zwrócił twoją uwagę...
To na pewno Alba, Jordi Alba tak dokładniej. - Odpowiedział z uśmiechem.
- A więc Jordi Alba...
- Tak. A do czego potrzebna ci ta wiedza?
- Dowiecie się w swoim czasie. Poza tym powinnam znać zawodników jeżeli chcę dobrze wykonywać swoją pracę.
- Tajemnicza się zrobiłaś
- Chyba musimy jechać. - Przypomniał Leo.
- Tak, tak, jestem gotowa, jedziemy.
Na miejsce dojechaliśmy pięć minut przed czasem, ale lepiej być troszkę wcześniej i mieć czas na rozejrzenie się, niż spóźnić się i od razu zrobić złe wrażenie. Podziękowałam Messiemu za dowiezienie mnie na miejsce, a później weszłam do budynku. Zapytałam portiera gdzie mam dalej iść, a następnie skierowałam się we wskazanym kierunku. Sekretarka powiedziała mi, że muszę chwilę poczekać, bo pan Jose ma gościa. Czekając wdałam się w krótką rozmowę z nią. Po krótkiej chwili drzwi do gabinetu otworzyły się. Najpierw wyszedł z niego pan Ramon, a za nim piłkarz o którego dzisiaj pytałam Leo. Stałam z boku, więc mnie nie zauważyli, ale ja widziałam ich dokładnie.
- Najmocniej cię przepraszam. - Powiedział szef stacji.
- Nic się nie stało. To tylko jeden wywiad.
- Mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy.
- Każdemu mogło się zdarzyć. Niestety muszę już iść. Do widzenia. - Piłkarz i Jose podali sobie ręce.
- Do widzenia.
Idąc w stronę wyjścia, odwrócił się by pożegnać się jeszcze z sekretarką. Wtedy nasze spojrzenia się napotkały. Dostrzegłam w jego oczach dziwne zdziwienie, takie, jakby co najmniej zobaczył ducha. Mnie również ogarnęło dziwne uczucie, widząc go z bliska miałam wrażenie, że go znam, że to jakiś daleki znajomy. Lekko się uśmiechnęłam, lecz on odwrócił się i poszedł dalej.
- Dzień dobry. - Zwrócił się do mnie szef stacji BarcaTV. - Mam nadzieję, że długo pani nie czekała. Niech pani wejdzie.
- Dzień dobry. Nie, właściwie przed chwilą przyszłam. - Mówiłam idąc za nim do gabinetu. Jose wskazał mi krzesło, na którym usiadłam.
- Cieszę się. Dzisiaj nawaliła nam jedna dziennikarka, która jutro miała prowadzić wywiad. Musiałem go dzisiaj odwołać, a nie ukrywam, że bardzo nam na tym zależało. W końcu Alexis Sanchez to gwiazda której blask jest coraz silniejszy.
- Chwila... Alexis Sanchez? Nie Jordi Alba?
- Tak, Alexis.
- I to Alexis wychodził stąd przed chwilą?
- Tak, to on we własne osobie
- Mhm...
- Coś nie tak?
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Mówił pan o tym wywiadzie.
- Tak. Bardzo chcieliśmy to zrobić. Pokazać jaki jest Alexis Sanchez kiedy nie ma na sobie piłkarskiej koszulki i korków.
- Hmm... - Pomyślałam, że to właśnie jest moja szansa. Nie będę czekać tygodnia. - Jeżeli pan się zgodzi mam pewną propozycję.
- Zamieniam się w słuch.
- Nie ukrywam, że jest to dość odważny pomysł, ale myślę, że podołam wyzwaniu. Na treningu zwrócił on moją uwagę. Miałam pana zapytać o to po tym przygotowawczym tygodniu, ale skoro teraz jest taka szansa... Chciałabym przeprowadzić ten wywiad. Myślałam właśnie o czymś takim o czym pan mówił. Mam też kilka pomysłów na pytania. Czy jeżeli dam radę dzisiaj dowiedzieć się jak wszystko funkcjonuje to mogę to zrobić?
- Nie wiem, nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, ale niech stracę. Masz ten wywiad.
- Dziękuję.
- Poczekaj chwilę. - Jose otworzył drzwi. - Ines, dzwoń do Alexisa i powiedz, że wywiad się odbędzie.
- Ale jak to możliwe?
- Ivette go poprowadzi. - Niemal mogłam sobie wyobrazić jej zdziwioną minę.
Drzwi ponownie zostały zamknięte, a ja uzgadniałam z Jose warunki umowy i inne formalności. Resztę dnia przyglądałam się jak wygląda taka praca. Wróciłam taksówką do domu. Opowiedziałam przyjaciołom o moim jutrzejszym wyzwaniu pomijając jednak szczegół jakim jest nazwisko piłkarza. Wydaje mi się, że nie darzą go szczególną sympatią. Poszłam do swojego pokoju, umyłam się, przebrałam i poszłam spać. Jutro mam się stawić o dziesiątej i przeprowadzić wywiad przed kamerami. Jutro będzie mój wielki dzień.
Witajcie po kolejnej niestety długiej przerwie... Cały rozdział powstał podczas mojego pobytu w szpitalu, miałam więc trochę czasu do przemyślenia go i wyszedł całkiem długi (jak na mnie) ;)
Mam nadzieję, że się Wam choć trochę podoba, następny pojawi się nie wiem kiedy, ale mam już pewien pomysł :) Wcześniej pojawił się pierwszy rozdział na blogu o Jesusie Navasie i siostrze Pique. :)
Miłego/przyjemnego/ciekawego/cokolwiek rozpoczęcia roku szkolnego.
Pozdrawiam :)
niedziela, 4 maja 2014
VII - Mam dla ciebie niespodziankę
Po paru godzinach lotu samolot z dwiema przyjaciółkami na pokładzie wylądował na lotnisku w Barcelonie, gdzie czekał już na nie Leo. Samego piłkarza trudno było dostrzec przez zebranych przed nim ludzi, ale dzięki temu dziewczyny nie miały problemu ze zlokalizowaniem go.Próbowały przecisnąć się przez tłum fanów Argentyńczyka, ale niestety ich próby zakończyły się niepowodzeniem.
- Chodź na zewnątrz. - Powiedziała Antonella. - Tutaj nic nie zdziałamy, jest ich za dużo.
- A nie powinnyśmy jednak poczekać na Leo?
- Nie - Argentynka pomachała telefonem - zadzwonię do niego.
Antonella wybrała numer swojego chłopaka i poinformowała go o tym, że już na niego czekają. Leo rozdał jeszcze kilka autografów i po chwili do nich przyszedł.
- Witajcie! - Przywitał się z Ivette i pocałował Antonellę. - Jak wam minęła podróż? - Zapytał biorąc bagaże dziewcząt.
- Nieźle - Odparły zgodnie.
Ivette nie była zaniepokojona nową-starą twarzą, którą zobaczyła. Antonella wcześniej pokazała jej kilka zdjęć i dużo opowiedziała o swoim chłopaku. Z tego co mówiła wynikało, że Leo był czarującym, przystojnym oraz inteligentnym mężczyzną,a oni tworzyli idealny związek. Chilijka sama zauważyła to od razu po tym gdy Messi do niech podszedł. Wystarczyło spojrzeć na ich twarze i malujące się na nich uczucia, aby wiedzieć jak wielkim uczuciem darzy się ta dwójka. Ivette w tym momencie pomyślała, że ona też chciałaby zaznać takiego szczęścia jak jej przyjaciele, że chciałaby by ktoś również na nią spojrzał tak jak Leo patrzy na Antonellę.
- Halo! Ziemia do Ivette. - usłyszała głos przyjaciółki.
- Emm... Przepraszam zamyśliłam się. O co pytałaś?
- Pytałam czy jesteś głodna, bo ja umieram z głodu. - Anto z uśmiechem powtórzyła swoje pytanie. - A nad czym się tak zastanawiałaś?
- Nad niczym ważnym. A co do jedzenia, to może trochę zaczyna mi burczeć w brzuchu.
- To w takim razie jedziemy do domu, zostawimy wasze walizki, odświeżycie się po podróży i zabieram was do restauracji - Zakomunikował Leo
- A ty nie masz dzisiaj treningu?
- Mam, ale starczy mi na wszystko czasu - Uspokoił swoją dziewczynę.
Zrobili tak, jak powiedział Leo. Najpierw pojechali do domu gdzie zostawili bagaże, a dziewczyny umyły się i przebrały.
- A co wy na to, by po obiedzie nie wracać od razu do domu. Może pójdziecie ze mną na trening? - Zaproponował piłkarz.
- Ja bardzo chętnie.
- Leo, nie wiem czy to na pewno jest dobry pomysł. - Antonella wymownie spojrzała na swojego chłopaka.
- Dlaczego? - Zapytała nieświadoma niczego Ivette. - Nie lubisz piłki nożnej?
- Lubię, bardzo lubię. Z takim chłopakiem nie dałoby się inaczej. - Roześmiała się.
- No więc pójdziemy. Idę po torebkę i możemy już jechać. - Ivette wyszła, a Antonella posłała Leo mordercze spojrzenie.
- Co ty najlepszego zrobiłeś... Zapomniałeś kto tam będzie?
- Cholera, zupełnie o nim zapomniałem... Co teraz zrobimy?
- Nie mam pojęcia, ale pójścia na trening raczej jej z głowy nie wybijemy... Możemy postarać się nie dopuścić do ich spotkania.
- Jak masz zamiar to zrobić?
- Jeszcze nie wiem...
(Ivette)
- Czego jeszcze nie wiesz? - Zapytałam przyjaciółkę schodząc z piętra.
- A nic ważnego. Już zastanawiam się co zamówię do jedzenia, bo jak wspominałam wcześniej umieram z głodu. - Roześmiała się, ale usłyszałam w jej głosie zdenerwowanie. Pomyślałam, że Antonella nie jest ze mną do końca szczera, jednak nie dopytywałam już o to. - To co? Jedziemy? Zaraz umrę z głodu. - Teatralnie złapała się za brzuch, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
Wyszliśmy z domu i Leo zawiózł nas do restauracji. Była naprawdę urocza, miała bardzo klimatyczny wystrój. Na ścianach wisiały piękne obrazy, a na stolikach stały wazony ze świeżymi kwiatami. Zajęliśmy stolik i złożyliśmy zamówienie. Rozmawialiśmy i czekaliśmy na nasze dania. Nasza rozmowa głównie dotyczyła przeszłości bym mogła sobie jak najwięcej przypomnieć. Jednak to co mówili nadal było strasznie odległe, dla mnie było to tylko opowieścią tak jakby dotyczyło kogoś innego. Po jakimś czasie kelner przyniósł nasze zamówienia i zajęliśmy się jedzeniem, co jakiś czas robiąc przerwę na rozmowę.
(Narracja trzecioosobowa)
- Ivette, mam dla ciebie niespodziankę. - Zaczął Leo. Chilijka spojrzała na niego, na jego twarzy malował się uśmiech, skierowała wzrok na Antonellę, ale ona była równie zaskoczona co przyjaciółka.
- Jaką?
- Powiem ci podczas treningu. Wtedy też, jeżeli spodoba ci się moja propozycja kogoś ci przedstawię.
- Co to za propozycja? Kogo mi przedstawisz?
- Wszystko w swoim czasie. - Powiedział jedynie.
- Tak się nie robi. Teraz będę się zastanawiała o co ci chodzi.
- Spokojnie, już niedługo wszystkiego się dowiesz. Chyba już możemy się powoli zbierać, prawda?
- Tak, poza tym za niedługo zaczyna ci się trening. Powinniśmy już wychodzić.
Leo poprosił o rachunek, zapłacił za wszystkich i pojechali do ośrodka treningowego FC Barcelony. Piłkarz pozostawił dziewczyny na trybunach i poszedł się przebrać. Przyjaciółki obserwowały nadchodzących zawodników. Po chwili przyszedł trener i piłkarze wyszli na boisko aby zacząć trening. Ivette z wielkim zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom piłkarzy. Zwróciła uwagę, że jeden piłkarz jej się przygląda, uśmiechnęła się do niego, a ten choć na początku niepewnie odwzajemnił jej uśmiech.
Rozdział numer 7 oddaję w wasze ręce :) mam lekkie opóźnienia, ale postaram się nadrobić :)
Zapraszam na prolog nowego bloga. Mam nadzieję, że Was zaciekawi :)
Pozdrawiam :)
PS. Blogi do których linki dostałam zacznę niedługo nadrabiać :)
- Chodź na zewnątrz. - Powiedziała Antonella. - Tutaj nic nie zdziałamy, jest ich za dużo.
- A nie powinnyśmy jednak poczekać na Leo?
- Nie - Argentynka pomachała telefonem - zadzwonię do niego.
Antonella wybrała numer swojego chłopaka i poinformowała go o tym, że już na niego czekają. Leo rozdał jeszcze kilka autografów i po chwili do nich przyszedł.
- Witajcie! - Przywitał się z Ivette i pocałował Antonellę. - Jak wam minęła podróż? - Zapytał biorąc bagaże dziewcząt.
- Nieźle - Odparły zgodnie.
Ivette nie była zaniepokojona nową-starą twarzą, którą zobaczyła. Antonella wcześniej pokazała jej kilka zdjęć i dużo opowiedziała o swoim chłopaku. Z tego co mówiła wynikało, że Leo był czarującym, przystojnym oraz inteligentnym mężczyzną,a oni tworzyli idealny związek. Chilijka sama zauważyła to od razu po tym gdy Messi do niech podszedł. Wystarczyło spojrzeć na ich twarze i malujące się na nich uczucia, aby wiedzieć jak wielkim uczuciem darzy się ta dwójka. Ivette w tym momencie pomyślała, że ona też chciałaby zaznać takiego szczęścia jak jej przyjaciele, że chciałaby by ktoś również na nią spojrzał tak jak Leo patrzy na Antonellę.
- Halo! Ziemia do Ivette. - usłyszała głos przyjaciółki.
- Emm... Przepraszam zamyśliłam się. O co pytałaś?
- Pytałam czy jesteś głodna, bo ja umieram z głodu. - Anto z uśmiechem powtórzyła swoje pytanie. - A nad czym się tak zastanawiałaś?
- Nad niczym ważnym. A co do jedzenia, to może trochę zaczyna mi burczeć w brzuchu.
- To w takim razie jedziemy do domu, zostawimy wasze walizki, odświeżycie się po podróży i zabieram was do restauracji - Zakomunikował Leo
- A ty nie masz dzisiaj treningu?
- Mam, ale starczy mi na wszystko czasu - Uspokoił swoją dziewczynę.
Zrobili tak, jak powiedział Leo. Najpierw pojechali do domu gdzie zostawili bagaże, a dziewczyny umyły się i przebrały.- A co wy na to, by po obiedzie nie wracać od razu do domu. Może pójdziecie ze mną na trening? - Zaproponował piłkarz.
- Ja bardzo chętnie.
- Leo, nie wiem czy to na pewno jest dobry pomysł. - Antonella wymownie spojrzała na swojego chłopaka.
- Dlaczego? - Zapytała nieświadoma niczego Ivette. - Nie lubisz piłki nożnej?
- Lubię, bardzo lubię. Z takim chłopakiem nie dałoby się inaczej. - Roześmiała się.
- No więc pójdziemy. Idę po torebkę i możemy już jechać. - Ivette wyszła, a Antonella posłała Leo mordercze spojrzenie.
- Co ty najlepszego zrobiłeś... Zapomniałeś kto tam będzie?
- Cholera, zupełnie o nim zapomniałem... Co teraz zrobimy?
- Nie mam pojęcia, ale pójścia na trening raczej jej z głowy nie wybijemy... Możemy postarać się nie dopuścić do ich spotkania.
- Jak masz zamiar to zrobić?
- Jeszcze nie wiem...
(Ivette)
- Czego jeszcze nie wiesz? - Zapytałam przyjaciółkę schodząc z piętra.
- A nic ważnego. Już zastanawiam się co zamówię do jedzenia, bo jak wspominałam wcześniej umieram z głodu. - Roześmiała się, ale usłyszałam w jej głosie zdenerwowanie. Pomyślałam, że Antonella nie jest ze mną do końca szczera, jednak nie dopytywałam już o to. - To co? Jedziemy? Zaraz umrę z głodu. - Teatralnie złapała się za brzuch, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
Wyszliśmy z domu i Leo zawiózł nas do restauracji. Była naprawdę urocza, miała bardzo klimatyczny wystrój. Na ścianach wisiały piękne obrazy, a na stolikach stały wazony ze świeżymi kwiatami. Zajęliśmy stolik i złożyliśmy zamówienie. Rozmawialiśmy i czekaliśmy na nasze dania. Nasza rozmowa głównie dotyczyła przeszłości bym mogła sobie jak najwięcej przypomnieć. Jednak to co mówili nadal było strasznie odległe, dla mnie było to tylko opowieścią tak jakby dotyczyło kogoś innego. Po jakimś czasie kelner przyniósł nasze zamówienia i zajęliśmy się jedzeniem, co jakiś czas robiąc przerwę na rozmowę.
(Narracja trzecioosobowa)
- Ivette, mam dla ciebie niespodziankę. - Zaczął Leo. Chilijka spojrzała na niego, na jego twarzy malował się uśmiech, skierowała wzrok na Antonellę, ale ona była równie zaskoczona co przyjaciółka.
- Jaką?- Powiem ci podczas treningu. Wtedy też, jeżeli spodoba ci się moja propozycja kogoś ci przedstawię.
- Co to za propozycja? Kogo mi przedstawisz?
- Wszystko w swoim czasie. - Powiedział jedynie.
- Tak się nie robi. Teraz będę się zastanawiała o co ci chodzi.
- Spokojnie, już niedługo wszystkiego się dowiesz. Chyba już możemy się powoli zbierać, prawda?
- Tak, poza tym za niedługo zaczyna ci się trening. Powinniśmy już wychodzić.
Leo poprosił o rachunek, zapłacił za wszystkich i pojechali do ośrodka treningowego FC Barcelony. Piłkarz pozostawił dziewczyny na trybunach i poszedł się przebrać. Przyjaciółki obserwowały nadchodzących zawodników. Po chwili przyszedł trener i piłkarze wyszli na boisko aby zacząć trening. Ivette z wielkim zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom piłkarzy. Zwróciła uwagę, że jeden piłkarz jej się przygląda, uśmiechnęła się do niego, a ten choć na początku niepewnie odwzajemnił jej uśmiech.
Rozdział numer 7 oddaję w wasze ręce :) mam lekkie opóźnienia, ale postaram się nadrobić :)
Zapraszam na prolog nowego bloga. Mam nadzieję, że Was zaciekawi :)
Pozdrawiam :)
PS. Blogi do których linki dostałam zacznę niedługo nadrabiać :)
niedziela, 23 marca 2014
VI - Nie wiem kim jesteś
(3 dni później)
Ivette przez cały czas pozostawała nieprzytomna. Przy jej łóżku na zmianę czuwali jej rodzice, siostra i przyjaciele. Teraz była przy niej Antonella. Patrzała zmartwionym wzrokiem na przyjaciółkę, gdy ta otworzyła oczy.
(Ivette)
Otwierają oczy dostrzegłam zupełnie nie znane mi pomieszczenie oraz osobę, której również nie znała. Miałam ochotę krzyczeć. Dlaczego obca mi osoba siedzi przy moim łóżku? Rozejrzałam się wokół. Pomieszczenie wyglądało mi na salę szpitalną, więc pewnie jestem w szpitalu. Tylko dlaczego? A skoro jestem w szpitalu to być może ta kobieta to lekarka. Ale w takim razie, dlaczego patrzy na mnie takim wzrokiem?
- Ivette! - Wykrzyknęła ta młoda kobieta i mnie przytuliła. Kto to jest Ivette i dlaczego ona mnie tak mocno ściska? Chwila, chyba to właśnie ja jestem Ivette, bo jak inaczej wytłumaczyć jej zachowanie...
- Przepraszam, ale kim jesteś? - Zapytałam niepewnie, na co dziewczyna wydała się być zaskoczona moim pytaniem.
- Jak to? Nie wiesz kim jestem? Ivette, nie udawaj.
- Przykro mi, ale naprawdę nie wiem kim jesteś
- Iv, to nie jest śmieszne. Skończ udawać, proszę.
- Dlaczego miałabym coś udawać? Powinnam cię znać?
- Tak, przyjaźnimy się od dziecka. Jestem Antonella. - Jak to się przyjaźnimy? Skoro ta jest, to chyba powinnam ją znać, prawda? Ona kłamie, czy to ze mną jest coś nie tak? Jeżeli kłamie to w jakim celu? A jeśli to coś ze mną to co? W mojej głowie kłębiły się te i jeszcze cała masa innych pytań, na które usilnie próbowałam znaleźć odpowiedź. Próbowałam ale nie mogłam. Z bezsilności zaczęłam płakać. - Zaczekaj, pójdę po lekarza. - Dziewczyna, która przedstawiła się jako Antonella podniosła się z krzesełka i wyszła. Zostałam sama w sali. Sama z tysiącem pytań. Schowałam twarz w poduszkę żeby nie było widać moich łez. Po chwili usłyszałam, że do sali wszedł lekarz.
- Witamy wśród żywych. Jak się pani czuje?
- A jak ma się czuć osoba która nic o sobie nie wie?
- Domyślam się, że nie najlepiej. Zrobimy teraz pani wszystkie badania. Proszę się na razie niczym nie martwić.
- Postaram się.
(Narracja trzecioosobowa)
W czasie kiedy Ivette została zabrana na badania, Antonella zawiadomiła rodzinę przyjaciółki o jej stanie. Pół godziny później wszyscy czekali już na lekarza w szpitalnym korytarzu, który w końcu wyszedł z sali. Rodzice dziewczyny udali się za nim do pokoju lekarskiego, Antonella została na miejscu, natomiast Blanca poszła prosto do sali w której leżała jej siostra.
- Ivette... I co? Co powiedział lekarz? Wiesz tak w ogóle kim jestem?
- Niestety nie, ale domyślam się, że pewnie kimś bliskim. Jesteś trochę do mnie podobna.
- Jestem twoją siostrą. Mam na imię Blanca. - Po tych słowach Ivette rozpłakała się drugi raz dzisiejszego dnia. Jak to nie pamięta własnej siostry? Wprawdzie lekarz mówił jej, że straciła pamięć, ale nie myślała, że zapomni o tak bliskiej sobie osobie. Blanca przygarnęła siostrę do siebie. Ivette była dla niej bardzo ważna. Jest dla niej bardzo ważna. Zawsze pragnęła ją naśladować.Były sobie naprawdę bliskie. Po chwili do jej sali weszły kolejne trzy osoby. Chilijka poznała tylko Antonellę. Starsi państwo byli dla niej obcy. A przynajmniej ona uważała, że są dla niej obcy. Wyswobodziła się z uścisku siostry i patrzała wyczekująco na osoby które przyszły z Argentynką.
- Witaj skarbie. - Powiedziała kobieta, której twarz miała łagodny, iście anielski wygląd. - Nie poznajesz mnie prawda? - Ivette zaprzeczyła ruchem głowy. - Jestem twoją matką, a to jest twój ojciec. - Wskazała na mężczyznę który z nią przyszedł. - Jesteśmy twoimi rodzicami.
Ivette przez cały czas pozostawała nieprzytomna. Przy jej łóżku na zmianę czuwali jej rodzice, siostra i przyjaciele. Teraz była przy niej Antonella. Patrzała zmartwionym wzrokiem na przyjaciółkę, gdy ta otworzyła oczy.
(Ivette)
Otwierają oczy dostrzegłam zupełnie nie znane mi pomieszczenie oraz osobę, której również nie znała. Miałam ochotę krzyczeć. Dlaczego obca mi osoba siedzi przy moim łóżku? Rozejrzałam się wokół. Pomieszczenie wyglądało mi na salę szpitalną, więc pewnie jestem w szpitalu. Tylko dlaczego? A skoro jestem w szpitalu to być może ta kobieta to lekarka. Ale w takim razie, dlaczego patrzy na mnie takim wzrokiem?
- Ivette! - Wykrzyknęła ta młoda kobieta i mnie przytuliła. Kto to jest Ivette i dlaczego ona mnie tak mocno ściska? Chwila, chyba to właśnie ja jestem Ivette, bo jak inaczej wytłumaczyć jej zachowanie...
- Przepraszam, ale kim jesteś? - Zapytałam niepewnie, na co dziewczyna wydała się być zaskoczona moim pytaniem.
- Jak to? Nie wiesz kim jestem? Ivette, nie udawaj.
- Przykro mi, ale naprawdę nie wiem kim jesteś
- Iv, to nie jest śmieszne. Skończ udawać, proszę.
- Dlaczego miałabym coś udawać? Powinnam cię znać?
- Tak, przyjaźnimy się od dziecka. Jestem Antonella. - Jak to się przyjaźnimy? Skoro ta jest, to chyba powinnam ją znać, prawda? Ona kłamie, czy to ze mną jest coś nie tak? Jeżeli kłamie to w jakim celu? A jeśli to coś ze mną to co? W mojej głowie kłębiły się te i jeszcze cała masa innych pytań, na które usilnie próbowałam znaleźć odpowiedź. Próbowałam ale nie mogłam. Z bezsilności zaczęłam płakać. - Zaczekaj, pójdę po lekarza. - Dziewczyna, która przedstawiła się jako Antonella podniosła się z krzesełka i wyszła. Zostałam sama w sali. Sama z tysiącem pytań. Schowałam twarz w poduszkę żeby nie było widać moich łez. Po chwili usłyszałam, że do sali wszedł lekarz.
- Witamy wśród żywych. Jak się pani czuje?
- A jak ma się czuć osoba która nic o sobie nie wie?
- Domyślam się, że nie najlepiej. Zrobimy teraz pani wszystkie badania. Proszę się na razie niczym nie martwić.
- Postaram się.
(Narracja trzecioosobowa)
W czasie kiedy Ivette została zabrana na badania, Antonella zawiadomiła rodzinę przyjaciółki o jej stanie. Pół godziny później wszyscy czekali już na lekarza w szpitalnym korytarzu, który w końcu wyszedł z sali. Rodzice dziewczyny udali się za nim do pokoju lekarskiego, Antonella została na miejscu, natomiast Blanca poszła prosto do sali w której leżała jej siostra.
- Ivette... I co? Co powiedział lekarz? Wiesz tak w ogóle kim jestem?
- Niestety nie, ale domyślam się, że pewnie kimś bliskim. Jesteś trochę do mnie podobna.
- Jestem twoją siostrą. Mam na imię Blanca. - Po tych słowach Ivette rozpłakała się drugi raz dzisiejszego dnia. Jak to nie pamięta własnej siostry? Wprawdzie lekarz mówił jej, że straciła pamięć, ale nie myślała, że zapomni o tak bliskiej sobie osobie. Blanca przygarnęła siostrę do siebie. Ivette była dla niej bardzo ważna. Jest dla niej bardzo ważna. Zawsze pragnęła ją naśladować.Były sobie naprawdę bliskie. Po chwili do jej sali weszły kolejne trzy osoby. Chilijka poznała tylko Antonellę. Starsi państwo byli dla niej obcy. A przynajmniej ona uważała, że są dla niej obcy. Wyswobodziła się z uścisku siostry i patrzała wyczekująco na osoby które przyszły z Argentynką. - Witaj skarbie. - Powiedziała kobieta, której twarz miała łagodny, iście anielski wygląd. - Nie poznajesz mnie prawda? - Ivette zaprzeczyła ruchem głowy. - Jestem twoją matką, a to jest twój ojciec. - Wskazała na mężczyznę który z nią przyszedł. - Jesteśmy twoimi rodzicami.
***
Kolejne godziny upłynęły na próbach odzyskania pamięci Ivette. Niestety wszystko było na nic. Była piłkarka choć nie pamiętała ludzi najbliższych jej sercu, postanowiła im zaufać. Jej mama pokazała jej kilka zdjęć z dzieciństwa, ale ona również nie pomogły. Wszyscy opowiadali jej o przeszłości, o jej planach i marzeniach. Opowiadali jej o prawie wszystkim. Prawie, ponieważ wszyscy zgodnie omijali temat Alexisa i wypadku. Nie okłamali jej, tylko nie powiedzieli jej wszystkiego. Właśnie tak to sobie tłumaczyli. Czasami dodawali, że nie można jej tak od razu denerwować. Tak mijały kolejne dni kiedy Chilijka leżała w szpitalu.
W końcu nadszedł dzień wypisu. Znowu miała mieszkać u Antonelli. A właściwie, przenocować jedną noc w jej domu, bo Argentynka zaplanowała kolejnego dnia krótki wypad do Barcelony, aby Ivette mogła po raz kolejny poznać Leo. Messi niestety nie mógł do nich przylecieć, ponieważ FC Barcelona już zaczęła rozgrywki w lidze, a on nie chciał odpuścić treningów.
Tak więc następnego dnia dwie przyjaciółki były w drodze do stolicy Katalonii. Nikt nie pomyślał o jednym. Będąc już w Barcelonie na pewno nie odpuszczą sobie pójścia na Camp Nou, na trening Barcy i na mecz. To wszystko wiąże się też z tym czego wszyscy próbowali uniknąć. Wiąże się ze spotkaniem z Alexisem...
Witajcie :) znowu kazałam długo czekać na rozdział... Ale w międzyczasie założyłam nowego bloga, na którym pierwszy rozdział pojawi się po zakończeniu właśnie tego opowiadania. Póki co zapraszam Was na prolog :) http://yo-quiero-estar-contigo.blogspot.com/ Mam jeszcze kilka innych pomysłów do zrealizowania :D
Mam nadzieję, że rozdział choć trochę się Wam podobał :) Trzymamy jutro kciuki za Barcę <3
niedziela, 23 lutego 2014
V - Jakaś cząstka mnie nadal go kochała
(Narracja trzecioosobowa)
W czasie kiedy Alexis wyszedł na prostą drogę, zaczął intensywne treningi i stawał się lepszym piłkarzem, Ivette była w trakcie rehabilitacji. Była na dobrej drodze do ponownego poruszania się na własnych nogach. Jak twierdził rehabilitant wystarczy jej już tylko rok, a może nawet kilka miesięcy i dziewczyna będzie już samodzielnie chodziła. W ciągu roku, Ivette miała kilka załamań, nie wierzyła, że znowu stanie na nogach. W pewnym momencie chciała nawet ze sobą skończyć, popełnić samobójstwo, ale na szczęście dla siebie miała przy sobie swoją najlepszą przyjaciółkę - Antonellę. To ona wspierała ją w najgorszych momentach i dzięki niej Chilijka pozbierała się i ze zdwojoną siłą przystąpiła do dalszych rehabilitacji.
Ivette przez pierwsze miesiące po przenosinach do Argentyny mieszkała razem z przyjaciółką, ale później, gdy poczuła, że jest już silniejsza, nie tyle fizycznie, co psychicznie, kupiła sobie własny dom w pobliżu Argentynki. Tu, w Argentynie czuła się bardzo dobrze, prawie jak w swoim kraju. Kilka razy przyjechali do niej jej rodzice, przekonywali żeby wróciła z nimi do swojej ojczyzny, ale ona nie chciała. Jeszcze nie teraz. Mimo, że minął rok, nie chciała wracać. Tutaj czuła się bezpieczniej i pewniej niż w Chile.
Minął kolejny rok. Alexis był w naprawdę niesamowitej formie. W ciągu tych 12 miesięcy Chilijczyk wygrał ze swoim zespołem wszystko co było do wygrania, a liczne europejskie potęgi zabijały się o to, by złożył on podpis na kontrakcie z ich klubem. Jego teraźniejszy trener wiedział, że nie utrzyma go w swoim klubie, więc doradzał mu, żeby przeniósł się do Hiszpanii, a że Alexis nie pałał większą sympatią do Realu Madryt, nie był też zainteresowany graniem dla drugiej drużyny z Madrytu - Atletico. Zastanawiał się więc nad FC Barceloną oraz grą na wyspach. Kusiły go oferty Chelsea oraz Manchesteru United. Po dłuższym namyśle zdecydował się na grę dla Barcy. Tak jak miała to zrobić Ivette przed tym nieszczęsnym wypadkiem.
Właśnie, Ivette. Co u niej? U dziewczyny było wszystko w porządku, w ciągu mijającego roku zaczęła chodzić, co bardzo wszystkich ucieszyło. Wystarczyły tylko dwa lata, na początku wszyscy myśleli, że zajmie to więcej czasu.
(Ivette)
W końcu stanęłam na własnych nogach! W końcu znowu zaczęłam chodzić! Dzisiaj czekały mnie ostatnie "zajęcia" w klinice. Pojechałam na nią z dobrym humorem. Z jeszcze lepszym wyszłam z budynku. W końcu nie muszę już tutaj przychodzić. Wszystkie ćwiczenia które wykonywałam tutaj i w domu opłaciły się. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Wracałam do domu z uśmiechem na ustach. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa. Chociaż nie, jednak pamiętam, taka byłam gdy ja i Alexis byliśmy jeszcze razem. Na myśl o nim miałam ochotę się rozpłakać. Nie chciałam o nim myśleć, bo za każdym razem wiązało się to z okropnym bólem. W głębi serca jednak dalej coś do niego czułam. Chyba jakaś cząstka mnie nadal go kochała. Wiedziałam jednak, że nigdy do niego nie wrócę, chociaż dlaczego nie dać mu szansy?
- Nie, nie, nie - Zganiłam się w myślach. - Idiotko, nie możesz do niego wrócić po tym co ci zrobił. Poza tym pewnie on i tak już kogoś ma.
Takie i podobne myśli krążyły mi po głowie, aż nie dojechałam do domu. Zaparkowałam auto i weszłam do mieszkania. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam w nim moich rodziców, siostrę i przyjaciół, a także koleżanki z byłej drużyny. Myślałam, że one już o mnie zapomniały, a tu taka niespodzianka. Ponad ich głowami wisiał wielki transparent, na którym wielkimi literami napisane było "gratulujemy Ivette". Na widok tych wszystkich ludzi, ich uśmiechniętych twarzy i tego wszystkiego co tutaj przygotowali, ponownie zachciało mi się płakać. Tylko tym razem ze wzruszenia. Antonella podeszła do mnie i przytuliła mnie, a zaraz w ślad za nią poszli wszyscy obecni goście. Wtedy już nie wytrzymałam. Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Tak się cieszyłam na widok starych znajomych, rodziców i przyjaciół, że nie potrafiłam się opanować.
- To jak? Co zamierzasz teraz robić? Podróż dookoła świata czy afrykańskie safari? - Zapytała z uśmiechem Francisca
- Niestety mam mniej ambitne plany. Pójdę na dziennikarstwo i zostanę dziennikarką sportową. - Po tych słowach wszyscy obecni się zdziwili. - Czemu macie takie miny? Przecież ja zawsze kochałam sport. - Uśmiechnęłam się.
- No tak, ale sama mówiłaś, że nie chcesz do tego wracać. - Powiedział Leo. No tak, ani jemu, ani Anto nie powiedziałam o moich planach. Nie powiedziałam im chociaż byli teraz dla mnie najbliżsi, dlatego też ta dwójka wydawała się najbardziej zaskoczona
- Oj, mówiłaś, mówiłaś... Zmieniłam zdanie. - Posłałam piłkarzowi uśmiech.
- Jeżeli mam być szczera to domyślałam się, że tak będzie. - Powiedziała Antonella. - Przecież ty nie wytrzymałabyś bez sportu. - Roześmiała się Argentynka.
Dzisiejszego wieczoru bawiłam się doskonale. To kameralne przyjęcie skończyło się o 23, ale moja rodzina i dziewczyny z klubu zostały w Argentynie. Dziewczyny zarezerwowały sobie pokoje hotelowe już wcześniej. Znaczyło to tyle, że już wcześniej sobie to wszystko planowali. Moi rodzice i Blanca zostali u mnie. Rodzicom oddałam na tę noc mój pokój, a ja i Blanca poszłyśmy spać do salonu gdzie rozłożyłyśmy się na kanapie. Jutro wieczorem mieli już opuścić Argentynę i wrócić do naszej ojczyzny. Będę za nimi okropnie tęskniła. Moje rozmyślania przerwał głos mojej siostry.
- Iv, śpisz?
- Nie, nie śpię.
- Wróć z nami do domu... Wszyscy bardzo za tobą tęsknimy.
- Wiem kochana, też za wami tęsknię, ale nie mogę wrócić...
- Rozumiem, ale mam nadzieję, że przyjedziesz chociaż na moją osiemnastkę. To już za trzy miesiące.
- Pewnie, że przyjadę. Obiecuję. A teraz już śpij. Dobranoc.
- Dobranoc.
(Narracja trzecioosobowa)
Ivette obudził hałas dobiegający z kuchni. Wstała ostrożnie z łóżka, tak by nie obudzić Blanci i poszła sprawdzić co tam się dzieje. W pomieszczeniu zobaczyła swoją mamę, która była w trakcie robienia śniadania.
- O, już wstałaś. - Podeszła do córki i pocałowała ją w czoło. - Pewnie cię obudziłam, co?
- Nie, to znaczy tak, ale to nic. Pomóc ci?
- Nie, nie trzeba. Idź się ubrać, a ja dokończę robić twoje ulubione naleśniki.
Ivette się uśmiechnęła. No tak, cała mama, zrobi wszystko byle dogodzić swoim ukochanym córeczkom.
Po pysznym śniadaniu które Ivette zjadła z całą rodziną przyszła pora na pokazanie im tego miasta. Zabrała ich na spacer, a później na obiad do restauracji. Zdążyła się jeszcze spotkać z dziewczynami, a później odwiozła rodziców na lotnisko. Przy pożegnaniu nie obyło się bez łez z obu stron. Samolot odleciał, a dziewczyna kierowała się do swojego samochodu. Była pogrążona w myślach i nie zauważyła, ani nie usłyszała nadjeżdżającego samochodu. Jego kierowca również nie zwracał specjalnej uwagi na to co ma przed sobą, ponieważ rozglądał się za wolnym miejscem parkingowym. W ostatniej chwili spojrzał w przednią szybę, zatrąbił i zaczął hamować, jednak na to było już za późno. Ivette również nie mogła już nic zrobić po usłyszeniu klaksonu. Samochód uderzył w nią, a dziewczyna upadła, uderzając głową o ziemię...
Tak więc jesteśmy już przy piątym rozdziale. Udało mi się napisać dłuższy rozdział niż ten ostatni. Proszę o szczere opinie w komentarzach. Wasze opinie na temat rozdziałów bardzo mnie motywują. :) To do następnego :) Zapraszam również wszystkich czytających do dodania się do zakładki "informowani" :)
EDIT: uaktualniłam zakładkę "Czytam" więc jeżeli ktoś chciałby do czytanych przez siebie blogów dodać coś jeszcze, to naprawdę polecam, jest tam wiele bardzo ciekawych blogów :)
Uaktualniłam również zakładkę "Kontakt" w której znalazł się teraz mój wywiader :) jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć o moich blogach, bądź chcielibyście krótki opis któregoś z blogów z zakładki "czytam" serdecznie was tam zapraszam :)
W czasie kiedy Alexis wyszedł na prostą drogę, zaczął intensywne treningi i stawał się lepszym piłkarzem, Ivette była w trakcie rehabilitacji. Była na dobrej drodze do ponownego poruszania się na własnych nogach. Jak twierdził rehabilitant wystarczy jej już tylko rok, a może nawet kilka miesięcy i dziewczyna będzie już samodzielnie chodziła. W ciągu roku, Ivette miała kilka załamań, nie wierzyła, że znowu stanie na nogach. W pewnym momencie chciała nawet ze sobą skończyć, popełnić samobójstwo, ale na szczęście dla siebie miała przy sobie swoją najlepszą przyjaciółkę - Antonellę. To ona wspierała ją w najgorszych momentach i dzięki niej Chilijka pozbierała się i ze zdwojoną siłą przystąpiła do dalszych rehabilitacji.
Ivette przez pierwsze miesiące po przenosinach do Argentyny mieszkała razem z przyjaciółką, ale później, gdy poczuła, że jest już silniejsza, nie tyle fizycznie, co psychicznie, kupiła sobie własny dom w pobliżu Argentynki. Tu, w Argentynie czuła się bardzo dobrze, prawie jak w swoim kraju. Kilka razy przyjechali do niej jej rodzice, przekonywali żeby wróciła z nimi do swojej ojczyzny, ale ona nie chciała. Jeszcze nie teraz. Mimo, że minął rok, nie chciała wracać. Tutaj czuła się bezpieczniej i pewniej niż w Chile.
***
Minął kolejny rok. Alexis był w naprawdę niesamowitej formie. W ciągu tych 12 miesięcy Chilijczyk wygrał ze swoim zespołem wszystko co było do wygrania, a liczne europejskie potęgi zabijały się o to, by złożył on podpis na kontrakcie z ich klubem. Jego teraźniejszy trener wiedział, że nie utrzyma go w swoim klubie, więc doradzał mu, żeby przeniósł się do Hiszpanii, a że Alexis nie pałał większą sympatią do Realu Madryt, nie był też zainteresowany graniem dla drugiej drużyny z Madrytu - Atletico. Zastanawiał się więc nad FC Barceloną oraz grą na wyspach. Kusiły go oferty Chelsea oraz Manchesteru United. Po dłuższym namyśle zdecydował się na grę dla Barcy. Tak jak miała to zrobić Ivette przed tym nieszczęsnym wypadkiem.
Właśnie, Ivette. Co u niej? U dziewczyny było wszystko w porządku, w ciągu mijającego roku zaczęła chodzić, co bardzo wszystkich ucieszyło. Wystarczyły tylko dwa lata, na początku wszyscy myśleli, że zajmie to więcej czasu.
(Ivette)
W końcu stanęłam na własnych nogach! W końcu znowu zaczęłam chodzić! Dzisiaj czekały mnie ostatnie "zajęcia" w klinice. Pojechałam na nią z dobrym humorem. Z jeszcze lepszym wyszłam z budynku. W końcu nie muszę już tutaj przychodzić. Wszystkie ćwiczenia które wykonywałam tutaj i w domu opłaciły się. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Wracałam do domu z uśmiechem na ustach. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa. Chociaż nie, jednak pamiętam, taka byłam gdy ja i Alexis byliśmy jeszcze razem. Na myśl o nim miałam ochotę się rozpłakać. Nie chciałam o nim myśleć, bo za każdym razem wiązało się to z okropnym bólem. W głębi serca jednak dalej coś do niego czułam. Chyba jakaś cząstka mnie nadal go kochała. Wiedziałam jednak, że nigdy do niego nie wrócę, chociaż dlaczego nie dać mu szansy?
- Nie, nie, nie - Zganiłam się w myślach. - Idiotko, nie możesz do niego wrócić po tym co ci zrobił. Poza tym pewnie on i tak już kogoś ma.
Takie i podobne myśli krążyły mi po głowie, aż nie dojechałam do domu. Zaparkowałam auto i weszłam do mieszkania. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam w nim moich rodziców, siostrę i przyjaciół, a także koleżanki z byłej drużyny. Myślałam, że one już o mnie zapomniały, a tu taka niespodzianka. Ponad ich głowami wisiał wielki transparent, na którym wielkimi literami napisane było "gratulujemy Ivette". Na widok tych wszystkich ludzi, ich uśmiechniętych twarzy i tego wszystkiego co tutaj przygotowali, ponownie zachciało mi się płakać. Tylko tym razem ze wzruszenia. Antonella podeszła do mnie i przytuliła mnie, a zaraz w ślad za nią poszli wszyscy obecni goście. Wtedy już nie wytrzymałam. Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Tak się cieszyłam na widok starych znajomych, rodziców i przyjaciół, że nie potrafiłam się opanować.
- To jak? Co zamierzasz teraz robić? Podróż dookoła świata czy afrykańskie safari? - Zapytała z uśmiechem Francisca
- Niestety mam mniej ambitne plany. Pójdę na dziennikarstwo i zostanę dziennikarką sportową. - Po tych słowach wszyscy obecni się zdziwili. - Czemu macie takie miny? Przecież ja zawsze kochałam sport. - Uśmiechnęłam się.
- No tak, ale sama mówiłaś, że nie chcesz do tego wracać. - Powiedział Leo. No tak, ani jemu, ani Anto nie powiedziałam o moich planach. Nie powiedziałam im chociaż byli teraz dla mnie najbliżsi, dlatego też ta dwójka wydawała się najbardziej zaskoczona
- Oj, mówiłaś, mówiłaś... Zmieniłam zdanie. - Posłałam piłkarzowi uśmiech.
- Jeżeli mam być szczera to domyślałam się, że tak będzie. - Powiedziała Antonella. - Przecież ty nie wytrzymałabyś bez sportu. - Roześmiała się Argentynka.
Dzisiejszego wieczoru bawiłam się doskonale. To kameralne przyjęcie skończyło się o 23, ale moja rodzina i dziewczyny z klubu zostały w Argentynie. Dziewczyny zarezerwowały sobie pokoje hotelowe już wcześniej. Znaczyło to tyle, że już wcześniej sobie to wszystko planowali. Moi rodzice i Blanca zostali u mnie. Rodzicom oddałam na tę noc mój pokój, a ja i Blanca poszłyśmy spać do salonu gdzie rozłożyłyśmy się na kanapie. Jutro wieczorem mieli już opuścić Argentynę i wrócić do naszej ojczyzny. Będę za nimi okropnie tęskniła. Moje rozmyślania przerwał głos mojej siostry.
- Iv, śpisz?
- Nie, nie śpię.
- Wróć z nami do domu... Wszyscy bardzo za tobą tęsknimy.
- Wiem kochana, też za wami tęsknię, ale nie mogę wrócić...
- Rozumiem, ale mam nadzieję, że przyjedziesz chociaż na moją osiemnastkę. To już za trzy miesiące.
- Pewnie, że przyjadę. Obiecuję. A teraz już śpij. Dobranoc.
- Dobranoc.
(Narracja trzecioosobowa)
Ivette obudził hałas dobiegający z kuchni. Wstała ostrożnie z łóżka, tak by nie obudzić Blanci i poszła sprawdzić co tam się dzieje. W pomieszczeniu zobaczyła swoją mamę, która była w trakcie robienia śniadania.
- O, już wstałaś. - Podeszła do córki i pocałowała ją w czoło. - Pewnie cię obudziłam, co?
- Nie, to znaczy tak, ale to nic. Pomóc ci?
- Nie, nie trzeba. Idź się ubrać, a ja dokończę robić twoje ulubione naleśniki.
Ivette się uśmiechnęła. No tak, cała mama, zrobi wszystko byle dogodzić swoim ukochanym córeczkom.
Po pysznym śniadaniu które Ivette zjadła z całą rodziną przyszła pora na pokazanie im tego miasta. Zabrała ich na spacer, a później na obiad do restauracji. Zdążyła się jeszcze spotkać z dziewczynami, a później odwiozła rodziców na lotnisko. Przy pożegnaniu nie obyło się bez łez z obu stron. Samolot odleciał, a dziewczyna kierowała się do swojego samochodu. Była pogrążona w myślach i nie zauważyła, ani nie usłyszała nadjeżdżającego samochodu. Jego kierowca również nie zwracał specjalnej uwagi na to co ma przed sobą, ponieważ rozglądał się za wolnym miejscem parkingowym. W ostatniej chwili spojrzał w przednią szybę, zatrąbił i zaczął hamować, jednak na to było już za późno. Ivette również nie mogła już nic zrobić po usłyszeniu klaksonu. Samochód uderzył w nią, a dziewczyna upadła, uderzając głową o ziemię...
Tak więc jesteśmy już przy piątym rozdziale. Udało mi się napisać dłuższy rozdział niż ten ostatni. Proszę o szczere opinie w komentarzach. Wasze opinie na temat rozdziałów bardzo mnie motywują. :) To do następnego :) Zapraszam również wszystkich czytających do dodania się do zakładki "informowani" :)
EDIT: uaktualniłam zakładkę "Czytam" więc jeżeli ktoś chciałby do czytanych przez siebie blogów dodać coś jeszcze, to naprawdę polecam, jest tam wiele bardzo ciekawych blogów :)
Uaktualniłam również zakładkę "Kontakt" w której znalazł się teraz mój wywiader :) jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć o moich blogach, bądź chcielibyście krótki opis któregoś z blogów z zakładki "czytam" serdecznie was tam zapraszam :)
niedziela, 2 lutego 2014
IV - Wiara i nadzieja umierają ostatnie...
(Alexis, rok później)
Dzięki mojemu przyjacielowi powoli zacząłem dochodzić do siebie. Przyjąłem do wiadomości to, że Ivette nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu. Gdy dowiedziałem się, że się obudziła chciałem ją odwiedzić, kilka razy byłem nawet w szpitalu, ale jej rodzina mnie nie wpuściła. Później dzwoniłem do niej codziennie, przed dwa tygodnie, ale zawsze odrzucała połączenie, później numer nie odpowiadał. Jak się domyślałem pewnie go zmieniła. Pisałem też maile i te zwykłe, tradycyjne listy, ale i one pozostawały bez odpowiedzi. Trudno się dziwić, zniszczyłem jej życie... Przez pierwsze trzy miesiące każdy mój wieczór kończył się na samotnym upijaniu się w domu i wspominaniu przeszłości. Każde wspomnienie było bolesne, bo wiedziałem, że nic nie sprawi, że znowu będziemy razem. Jednak żadnego wspomnienia nie chciałem się pozbyć, nadal ją kochałem. Co by było gdyby nawet one odeszły? Zostałbym z niczym. Z wszechobecną pustką powoli krok po po kroku wyniszczającą od wewnątrz.
Pewnego dnia gdy byłem w nie najlepszym stanie odwiedził mnie wcześniej wspomniany przyjaciel. Kiedy zobaczył jak wygląda mój dom i jak wyglądam ja, zabrał mi butelkę alkoholu z ręki, zakręcił ją i odłożył do barku. Wiedział z jakiego powodu się tak upiłem. Przez chwilę tylko nieruchomo stał i patrzał na mnie z wyrzutem, że po raz kolejny byłem nietrzeźwy. Później znowu podszedł do barku, wyciągnął całą jego zawartość i wyszedł z tym do kuchni. Nie trzeba długo się zastanawiać, bo dowiedzieć się po co. Wylał wszystko. Wrócił i powiedział, że przyjdzie następnego dnia z samego rana i chce zobaczyć mnie w lepszej kondycji niż byłem tego dnia. Wyszedł, a ja powlokłem się do sypialni na łóżko. Zasnąłem od razu. Dzień w którym przyszedł mój przyjaciel pamiętam doskonale, to wtedy za sprawą jego słów, przez które przekazał mi prawdę o jakiej wiedziałem już wcześniej ale nie chciałem jej do siebie dopuścić, postanowiłem skończyć z alkoholem raz na zawsze. Powiedział mi wtedy - "Upijanie się nie sprawi, że ona wróci, wręcz przeciwnie. To właśnie przez alkohol ją straciłeś. A teraz tym samym możesz zniszczyć siebie. Chcesz tego?" Nie, nie chciałem. Obiecałem sobie i jemu, ale chyba bardziej sobie, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Na początku było ciężko, ale z każdym dniem, tygodniem i miesiącem było coraz lepiej. Zamiast picia zacząłem coraz więcej trenować, co się opłaciło, bo wywalczyłem na stałe miejsce w pierwszym składnie mojej drużyny. Strzelałem coraz więcej goli i coraz bardziej potrafiłem się cieszyć. Nie oznacza to jednak, że coraz bardziej zapominałem o tym co zrobiłem. Nigdy nie zapomnę, będzie się to ciągnęło za mną do końca życia, zawsze będę miał wyrzuty sumienia, ale nie takie jakie były na początku. Jeżeli mam być szczery, myślałem też żeby ze sobą skończyć raz na zawsze. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Nie, sam się powstrzymywałem. Wiedziałem, że śmierć oznaczałaby to, że już nigdy nie zobaczyłbym Ivette, nigdy nie usłyszałbym jej głosu, nie poczułbym jej dotyku... Żyłem nadzieją, że jeszcze kiedyś chociaż ją zobaczę, chociaż przez ułamek sekundy, to by mi wystarczyło. Chciałbym zobaczyć ją uśmiechniętą, szczęśliwą, niekoniecznie ze mną... Chciałbym by tam gdzie teraz była, tam gdzie będzie zaznała wielkiego szczęścia. Takiego jakiego za zaznawałem gdy byłem z nią. Jednak najbardziej chciałem byśmy tego szczęścia mogli zaznać razem. I gdzieś głęboko w sercu, rodziło się we mnie przekonanie, że to jest jeszcze możliwe. Chciałem w to wierzyć. Wiara i nadzieja umierają ostatnie...
Tak więc czwarty rozdział na tym blogu mam za sobą. Mam wrażenie, że wyszedł taki nijaki i nudny, ale to pozostawię do oceny Wam :) Trochę krótki wyszedł, ale już nie chciałam tego ciągnąć na siłę, bo wyszedłby jeszcze gorzej...
PS. Kto chce być informowany niech wpisze się na stronę "Informowani" :)
Komentarz=motywacja do dalszego pisania
Dzięki mojemu przyjacielowi powoli zacząłem dochodzić do siebie. Przyjąłem do wiadomości to, że Ivette nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu. Gdy dowiedziałem się, że się obudziła chciałem ją odwiedzić, kilka razy byłem nawet w szpitalu, ale jej rodzina mnie nie wpuściła. Później dzwoniłem do niej codziennie, przed dwa tygodnie, ale zawsze odrzucała połączenie, później numer nie odpowiadał. Jak się domyślałem pewnie go zmieniła. Pisałem też maile i te zwykłe, tradycyjne listy, ale i one pozostawały bez odpowiedzi. Trudno się dziwić, zniszczyłem jej życie... Przez pierwsze trzy miesiące każdy mój wieczór kończył się na samotnym upijaniu się w domu i wspominaniu przeszłości. Każde wspomnienie było bolesne, bo wiedziałem, że nic nie sprawi, że znowu będziemy razem. Jednak żadnego wspomnienia nie chciałem się pozbyć, nadal ją kochałem. Co by było gdyby nawet one odeszły? Zostałbym z niczym. Z wszechobecną pustką powoli krok po po kroku wyniszczającą od wewnątrz.
Pewnego dnia gdy byłem w nie najlepszym stanie odwiedził mnie wcześniej wspomniany przyjaciel. Kiedy zobaczył jak wygląda mój dom i jak wyglądam ja, zabrał mi butelkę alkoholu z ręki, zakręcił ją i odłożył do barku. Wiedział z jakiego powodu się tak upiłem. Przez chwilę tylko nieruchomo stał i patrzał na mnie z wyrzutem, że po raz kolejny byłem nietrzeźwy. Później znowu podszedł do barku, wyciągnął całą jego zawartość i wyszedł z tym do kuchni. Nie trzeba długo się zastanawiać, bo dowiedzieć się po co. Wylał wszystko. Wrócił i powiedział, że przyjdzie następnego dnia z samego rana i chce zobaczyć mnie w lepszej kondycji niż byłem tego dnia. Wyszedł, a ja powlokłem się do sypialni na łóżko. Zasnąłem od razu. Dzień w którym przyszedł mój przyjaciel pamiętam doskonale, to wtedy za sprawą jego słów, przez które przekazał mi prawdę o jakiej wiedziałem już wcześniej ale nie chciałem jej do siebie dopuścić, postanowiłem skończyć z alkoholem raz na zawsze. Powiedział mi wtedy - "Upijanie się nie sprawi, że ona wróci, wręcz przeciwnie. To właśnie przez alkohol ją straciłeś. A teraz tym samym możesz zniszczyć siebie. Chcesz tego?" Nie, nie chciałem. Obiecałem sobie i jemu, ale chyba bardziej sobie, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Na początku było ciężko, ale z każdym dniem, tygodniem i miesiącem było coraz lepiej. Zamiast picia zacząłem coraz więcej trenować, co się opłaciło, bo wywalczyłem na stałe miejsce w pierwszym składnie mojej drużyny. Strzelałem coraz więcej goli i coraz bardziej potrafiłem się cieszyć. Nie oznacza to jednak, że coraz bardziej zapominałem o tym co zrobiłem. Nigdy nie zapomnę, będzie się to ciągnęło za mną do końca życia, zawsze będę miał wyrzuty sumienia, ale nie takie jakie były na początku. Jeżeli mam być szczery, myślałem też żeby ze sobą skończyć raz na zawsze. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Nie, sam się powstrzymywałem. Wiedziałem, że śmierć oznaczałaby to, że już nigdy nie zobaczyłbym Ivette, nigdy nie usłyszałbym jej głosu, nie poczułbym jej dotyku... Żyłem nadzieją, że jeszcze kiedyś chociaż ją zobaczę, chociaż przez ułamek sekundy, to by mi wystarczyło. Chciałbym zobaczyć ją uśmiechniętą, szczęśliwą, niekoniecznie ze mną... Chciałbym by tam gdzie teraz była, tam gdzie będzie zaznała wielkiego szczęścia. Takiego jakiego za zaznawałem gdy byłem z nią. Jednak najbardziej chciałem byśmy tego szczęścia mogli zaznać razem. I gdzieś głęboko w sercu, rodziło się we mnie przekonanie, że to jest jeszcze możliwe. Chciałem w to wierzyć. Wiara i nadzieja umierają ostatnie...
Tak więc czwarty rozdział na tym blogu mam za sobą. Mam wrażenie, że wyszedł taki nijaki i nudny, ale to pozostawię do oceny Wam :) Trochę krótki wyszedł, ale już nie chciałam tego ciągnąć na siłę, bo wyszedłby jeszcze gorzej...
PS. Kto chce być informowany niech wpisze się na stronę "Informowani" :)
Komentarz=motywacja do dalszego pisania
Nie napisałam tego nigdzie indziej, więc zrobię to tutaj - Gratulacje Puyi :) Na pewno będą wspaniałą rodzinką :)
niedziela, 12 stycznia 2014
III - Wolałabym umrzeć...
Po dwóch miesiącach w końcu zostałam wypisana ze szpitala. Tydzień po powrocie do domu postanowiłam wyjechać.Wytargałam walizkę i zaczęłam się pakować. Wyrzucając z szafy kolejne ubrania zaczęłam myśleć - jaki to wszystko ma sens? Nie mam już niczego. Moja kariera jest skończona. Nigdy więcej nie wyjdę na boisko, nigdy nie zagram w piłkę. Nikt nie powiedział też, że będę chodzić. Rehabilitacja może nie przynieść pożądanych efektów. Co wtedy? Miałabym utknąć na wózku? Ja Ivette Ruiz do końca życia miałabym nie stanąć na nogach? Chyba wolałabym umrzeć...
Moje ponure rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałam i drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Za nimi stała moja mama. Popatrzała na otwartą walizkę i stertę ubrań obok i od razu posmutniała.
- Więc jednak wyjeżdżasz?
- Tak... Nie dam rady dalej tu przebywać. Za dużo rzeczy przypomina mi o tym kim byłam i co straciłam. Te wszystkie dyplomy, medale, puchary... To za dużo, nigdy już tego nie zdobędę. Nie osiągnę tak dużo... Nie potrafię na to wszystko patrzeć. Oprócz tego, wszystko przypomina mi też o Alexisie, a ja chcę o nim jak najszybciej zapomnieć. Chcę zapomnieć o wszystkim co nas łączyło. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła...
- Nie, nie jestem. Rozumiem cię...
- Nie. Nie rozumiesz. Nie przeżyłaś czegoś takiego jak ja! I masz szczęście. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi...
- Źle się wyraziłam... W każdym bądź razie, mam jednak nadzieję, że kiedyś nas odwiedzisz.
- Raczej nie w najbliższym czasie. Za to wy będziecie w Argentynie bardzo mile widziani.
- Na pewno odwiedzimy. A dobrze się czujesz?
- Czuję się fatalnie, ale nic mnie nie boli.
- To chociaż tyle. Pomóc ci w czymś?
- Nie. Poradzę sobie. Trzeba się przyzwyczajać do wózka.- Powiedziałam i zaśmiałam się gorzko.
- Nie mów tak. Dasz radę, wierzymy w ciebie. Jeszcze staniesz na własnych nogach.
- Oby tak było.
- Będzie tak. Skoro nie potrzebujesz pomocy to ja już pójdę, ale gdybyś jednak zmieniła zdanie to zawołaj.
- Dobrze, dziękuję. A, mamo - powiedziałam gdy moja rodzicielka była już przy drzwiach. - jest Blanca?
- Nie, wyszła z jakąś koleżanką. Ale niedługo powinna wrócić.
- Mhm, to jak już wróci to niech do mnie przyjdzie.
- Powiem jej.
- Dziękuję. - Zdobyłam się na delikatny uśmiech.
Mama wyszła z pokoju, a ja wróciłam do wyrzucania ubrań z szafy. Pomiędzy ubraniami zauważyłam pudełko w którym trzymałam zdjęcia ze zdjęciami i pamiątkami. Wzięłam je do ręki, ale nie odważyłam się go otworzyć. Położyłam pudełko na łóżku i wróciłam do poprzedniej czynności. Po wyrzuceniu wszystkiego zaczęłam je przeglądać i układać. Jednak po chwili stwierdziłam, że poczekam z tym na Blancę. Oddam jej część tych rzeczy. Teraz i tak nigdzie nie wychodzę, ani nie będę wychodzić. Nie chcę żeby ludzie patrzeli na mnie współczującym wzrokiem. Jest mi to niepotrzebne, sama doskonale wiem, że nie jest łatwo. Oni nie pomagają. Jedyne osoby którym teraz ufam to moja najbliższa rodzina i Anto z Leo, ale oni to też prawie jak część rodziny. Antonella obiecała, że jutro koło południa po mnie przyjadą. Nie chciałam im sprawiać dodatkowego kłopotu, bo przecież i tak będę u nich mieszkać oraz nie chciałam też fatygować rodziców. Chciałam sama się dostać do Argentyny, ale moja przyjaciółka skutecznie odwiodła mnie od tego pomysłu. Więc wyszło na to, że jednak pojadę z nimi.
Godzinę później w końcu wróciła moja siostra. Od razu przyszła do mojego pokoju.
- Hej, jak się czujesz?
- A jak myślisz? Jak mogę się czuć?
- No tak, głupie pytanie. Przepraszam...
- Nic się nie stało.
- Wyjeżdżasz? Już? Tak szybko?
- Tak wyszło, mam nadzieję, że jakoś to zrozumiesz i nie będziesz miała mi tego za złe.
- Nie, nie, ale mam nadzieję, że będziesz pamiętać o mnie.
- Zawsze będę pamiętać o mojej małej siostrzyczce.
- Ej. Wcale nie jestem już taka mała.
- No dobra, dobra, w sumie to teraz jesteś wyższa ode mnie. Chciałabyś coś z tego? - Wskazałam ręką na górę moich ubrań. - Większość raczej nie będzie mi potrzebna.
- Jej, dzięki.
Kolejną godzinę spędziłyśmy przebierając całą tą stertę odzieży. Blanca zdecydowała się na niewiele rzeczy, niewiele w stosunku do tego co zawsze sobie pożyczała. A przynajmniej raz na tydzień widziałam ją w czymś moim.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
- Nie ma za co. Ale teraz mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Jak już zauważyłaś wyjeżdżam, nie wrócę nigdy do tego by tutaj zamieszkać, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Więc od jutra to ty miej oko na rodziców, teraz będą mieli tylko ciebie. Ja będę za daleko by im pomagać. Wiem, że dasz sobie radę, pomimo tego, że masz tylko 16 lat jesteś bardzo silna. I bądź tez dla nich dobra, tak jak zawsze.
- Mhm... Będę. Obiecuję.
- To teraz już leć, ja muszę jeszcze porozmawiać z rodzicami. - Powiedziałam do mojej siostry i zaraz za nią wyjechałam na korytarz, a później prosto do salonu gdzie siedzieli moi rodzice.
- Muszę z wami porozmawiać.
- Słuchamy.
- Więc tak... Musicie być teraz silni, dla Blanci. Ona jest młoda, ma jeszcze całe życie przed sobą. Nie pozwólcie jej go zmarnować. Musicie też dać sobie radę z tym wszystkim, wiem, że nie będzie łatwo. Mnie też nie jest, ale musicie dać sobie radę dla niej. Odwieźcie też czasem mnie. Będzie mi bardzo miło. Gdy się pozbieram może kiedyś przyjadę do was. Ale teraz musicie dać z siebie wszystko dla niej, dla Blanci. Obiecajcie mi to.
- Obiecujemy. A nas możesz się spodziewać w Argentynie co miesiąc.
- Dziękuję. Kocham was.
- My ciebie też córeczko.
Wróciłam do swojego pokoju. Zaczęłam układać ubrania w walizce. Gdy już to zrobiłam, mój wzrok spoczął na pudełku które zostawiłam na łóżku. Wzięłam je do rąk. Wiedziałam, że dla dobra mojego stanu psychicznego powinnam od razu wyrzucić zawartość do kosza, ale jednak coś mnie powstrzymało. To "coś" kazało mi również otworzyć pudełko i obejrzeć wszystkie zebrane w nim przedmioty.
Oglądałam każde zdjęcie po kolei, każdą pocztówkę i każdą inną rzecz która się tam znajdowała. Przy każdej kolejnej moje oczy coraz mocniej zachodziły łzami. Postanowiłam spalić to wszystko. Na łóżku zostawiłam tylko zdjęcia z Antonellą, a z resztę przejechałam do kuchni gdzie w zlewie położyłam resztę zawartości pudełka i podpaliłam to. Patrzałam na ogień który pochłania wszystkie moje wspomnienia uwiecznione na fotografiach. Gdy już płomień zgasł zalałam wszystko wodą, która zabrała popiół w rury kanalizacyjne. Pojechałam do pokoju gdzie przeniosłam się na łóżko i zasnęłam. Jutro czeka mnie długi dzień. Kolejny długi dzień.
Tak więc mamy już 3, póki co wszystko kręci się wokół tego samego, ale w końcu przestanie.
Trochę mi było smutno jak to pisałam, jej, pierwszy raz aż tak przeżywam to co piszę...
Moje ponure rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałam i drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Za nimi stała moja mama. Popatrzała na otwartą walizkę i stertę ubrań obok i od razu posmutniała.
- Więc jednak wyjeżdżasz?
- Tak... Nie dam rady dalej tu przebywać. Za dużo rzeczy przypomina mi o tym kim byłam i co straciłam. Te wszystkie dyplomy, medale, puchary... To za dużo, nigdy już tego nie zdobędę. Nie osiągnę tak dużo... Nie potrafię na to wszystko patrzeć. Oprócz tego, wszystko przypomina mi też o Alexisie, a ja chcę o nim jak najszybciej zapomnieć. Chcę zapomnieć o wszystkim co nas łączyło. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła...
- Nie, nie jestem. Rozumiem cię...
- Nie. Nie rozumiesz. Nie przeżyłaś czegoś takiego jak ja! I masz szczęście. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi...
- Źle się wyraziłam... W każdym bądź razie, mam jednak nadzieję, że kiedyś nas odwiedzisz.
- Raczej nie w najbliższym czasie. Za to wy będziecie w Argentynie bardzo mile widziani.
- Na pewno odwiedzimy. A dobrze się czujesz?
- Czuję się fatalnie, ale nic mnie nie boli.
- To chociaż tyle. Pomóc ci w czymś?
- Nie. Poradzę sobie. Trzeba się przyzwyczajać do wózka.- Powiedziałam i zaśmiałam się gorzko.
- Nie mów tak. Dasz radę, wierzymy w ciebie. Jeszcze staniesz na własnych nogach.
- Oby tak było.
- Będzie tak. Skoro nie potrzebujesz pomocy to ja już pójdę, ale gdybyś jednak zmieniła zdanie to zawołaj.
- Dobrze, dziękuję. A, mamo - powiedziałam gdy moja rodzicielka była już przy drzwiach. - jest Blanca?
- Mhm, to jak już wróci to niech do mnie przyjdzie.
- Powiem jej.
- Dziękuję. - Zdobyłam się na delikatny uśmiech.
Mama wyszła z pokoju, a ja wróciłam do wyrzucania ubrań z szafy. Pomiędzy ubraniami zauważyłam pudełko w którym trzymałam zdjęcia ze zdjęciami i pamiątkami. Wzięłam je do ręki, ale nie odważyłam się go otworzyć. Położyłam pudełko na łóżku i wróciłam do poprzedniej czynności. Po wyrzuceniu wszystkiego zaczęłam je przeglądać i układać. Jednak po chwili stwierdziłam, że poczekam z tym na Blancę. Oddam jej część tych rzeczy. Teraz i tak nigdzie nie wychodzę, ani nie będę wychodzić. Nie chcę żeby ludzie patrzeli na mnie współczującym wzrokiem. Jest mi to niepotrzebne, sama doskonale wiem, że nie jest łatwo. Oni nie pomagają. Jedyne osoby którym teraz ufam to moja najbliższa rodzina i Anto z Leo, ale oni to też prawie jak część rodziny. Antonella obiecała, że jutro koło południa po mnie przyjadą. Nie chciałam im sprawiać dodatkowego kłopotu, bo przecież i tak będę u nich mieszkać oraz nie chciałam też fatygować rodziców. Chciałam sama się dostać do Argentyny, ale moja przyjaciółka skutecznie odwiodła mnie od tego pomysłu. Więc wyszło na to, że jednak pojadę z nimi.
Godzinę później w końcu wróciła moja siostra. Od razu przyszła do mojego pokoju.
- Hej, jak się czujesz?
- A jak myślisz? Jak mogę się czuć?
- No tak, głupie pytanie. Przepraszam...
- Nic się nie stało.
- Wyjeżdżasz? Już? Tak szybko?
- Tak wyszło, mam nadzieję, że jakoś to zrozumiesz i nie będziesz miała mi tego za złe.
- Nie, nie, ale mam nadzieję, że będziesz pamiętać o mnie.
- Zawsze będę pamiętać o mojej małej siostrzyczce.
- Ej. Wcale nie jestem już taka mała.
- No dobra, dobra, w sumie to teraz jesteś wyższa ode mnie. Chciałabyś coś z tego? - Wskazałam ręką na górę moich ubrań. - Większość raczej nie będzie mi potrzebna.
- Jej, dzięki.
Kolejną godzinę spędziłyśmy przebierając całą tą stertę odzieży. Blanca zdecydowała się na niewiele rzeczy, niewiele w stosunku do tego co zawsze sobie pożyczała. A przynajmniej raz na tydzień widziałam ją w czymś moim.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
- Nie ma za co. Ale teraz mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Jak już zauważyłaś wyjeżdżam, nie wrócę nigdy do tego by tutaj zamieszkać, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Więc od jutra to ty miej oko na rodziców, teraz będą mieli tylko ciebie. Ja będę za daleko by im pomagać. Wiem, że dasz sobie radę, pomimo tego, że masz tylko 16 lat jesteś bardzo silna. I bądź tez dla nich dobra, tak jak zawsze.
- Mhm... Będę. Obiecuję.
- To teraz już leć, ja muszę jeszcze porozmawiać z rodzicami. - Powiedziałam do mojej siostry i zaraz za nią wyjechałam na korytarz, a później prosto do salonu gdzie siedzieli moi rodzice.
- Muszę z wami porozmawiać.
- Słuchamy.
- Więc tak... Musicie być teraz silni, dla Blanci. Ona jest młoda, ma jeszcze całe życie przed sobą. Nie pozwólcie jej go zmarnować. Musicie też dać sobie radę z tym wszystkim, wiem, że nie będzie łatwo. Mnie też nie jest, ale musicie dać sobie radę dla niej. Odwieźcie też czasem mnie. Będzie mi bardzo miło. Gdy się pozbieram może kiedyś przyjadę do was. Ale teraz musicie dać z siebie wszystko dla niej, dla Blanci. Obiecajcie mi to.
- Obiecujemy. A nas możesz się spodziewać w Argentynie co miesiąc.
- Dziękuję. Kocham was.
- My ciebie też córeczko.
Wróciłam do swojego pokoju. Zaczęłam układać ubrania w walizce. Gdy już to zrobiłam, mój wzrok spoczął na pudełku które zostawiłam na łóżku. Wzięłam je do rąk. Wiedziałam, że dla dobra mojego stanu psychicznego powinnam od razu wyrzucić zawartość do kosza, ale jednak coś mnie powstrzymało. To "coś" kazało mi również otworzyć pudełko i obejrzeć wszystkie zebrane w nim przedmioty.
Oglądałam każde zdjęcie po kolei, każdą pocztówkę i każdą inną rzecz która się tam znajdowała. Przy każdej kolejnej moje oczy coraz mocniej zachodziły łzami. Postanowiłam spalić to wszystko. Na łóżku zostawiłam tylko zdjęcia z Antonellą, a z resztę przejechałam do kuchni gdzie w zlewie położyłam resztę zawartości pudełka i podpaliłam to. Patrzałam na ogień który pochłania wszystkie moje wspomnienia uwiecznione na fotografiach. Gdy już płomień zgasł zalałam wszystko wodą, która zabrała popiół w rury kanalizacyjne. Pojechałam do pokoju gdzie przeniosłam się na łóżko i zasnęłam. Jutro czeka mnie długi dzień. Kolejny długi dzień.
Tak więc mamy już 3, póki co wszystko kręci się wokół tego samego, ale w końcu przestanie.
Trochę mi było smutno jak to pisałam, jej, pierwszy raz aż tak przeżywam to co piszę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

