(Ivette)
W końcu nadszedł koniec sezonu. Dzisiaj miałyśmy zagrać ostatni mecz w lidze, a pierwsze miejsce w tabeli zapewniłyśmy sobie już dawno. Klub mojego chłopaka również sobie nieźle poradził. Po dzisiejszym meczu nasze drużyny były umówione na świętowanie zakończenia sezonu. Alexis obiecał, że razem z chłopakami przyjdą na trybuny i będą nas wspierać. Oni swój mecz mieli wczoraj i oficjalne świętowanie mieli za sobą,teraz czekają na nasz występ. Po nim mamy zamiar iść do jakiegoś klubu się bawić do samego rana. Już za dwie godziny zagram ostatni mecz z dziewczynami, ostatni, okropnie to brzmi, ale wraz z końcem sezonu czeka na mnie nowe wyzwanie. Europa, najlepszy football, najlepsi piłkarze i piłkarki, a wśród nich ja. Jestem niesamowicie podekscytowana, ale oprócz pozytywnych emocji towarzyszą mi też te odmienne. Co jeśli sobie tam nie poradzę? To jest jednak inny styl, inna filozofia gry. Znajomi powtarzają mi, że doskonale dam sobie radę, żebym się nie przejmowała. Zwłaszcza Alexis jest dla mnie dużą podporą, chociaż właśnie rozłąki z nim boję się najbardziej. Nie wiem jak przetrwamy taką próbę. Ufam mu, tak jak on ufa mi - bezgranicznie, ale nigdy nie musieliśmy się rozstawać na tak długo i nigdy nie dzieliło nas tyle kilometrów.
Moje rozmyślania przerwała Francisca, koleżanka z drużyny która obiecała przyjechać po mnie przed meczem. Wzięłam torbę i pojechałyśmy na stadion. W szatni panowały radosne nastroje, wszystkie wiedziałyśmy, że sezon mamy już za sobą, jednak na mecz wyszłyśmy w pełni skupione. Ostatnie spojrzenie w kierunku trybun. Jest, tam gdzie zawsze. Pomachałam mu i razem z dziewczynami rozpoczęłyśmy rozgrzewkę. Wysłuchanie hymnu i pierwszy gwizdek. Gra, tak jak i w większej części sezonu, niesamowicie nam się układała. Na przerwę schodziłyśmy z uśmiechami na twarzy i wynikiem 2:0 na tablicy.
Gwizdek na drugą połowę. Nasze przeciwniczki pewnie zaczęły. Trzeba przyznać, że w tej połowie to one częściej zagrażały naszej bramce. Broniłyśmy się co sił, ale nie dało to większych efektów. Po dziesięciu minutach strzeliły gola kontaktowego, a w następne piętnaście zdołały wyrównać. Była siedemdziesiąta minuta, one dobrze się broniły, a my próbowałyśmy jeszcze wygrać ten mecz. Każdy powie, że ostatni mecz, że i tak wygrałyśmy już ligę, więc teraz powinnyśmy się już tym bawić. Nie, to nie jest tak. Dla nas każdy mecz jest jak walka o śmierć lub życie. Każdy mecz traktujemy poważnie, jesteśmy perfekcjonistkami. Jeżeli gramy to na sto procent. Była już osiemdziesiąta piąta minuta, czasu coraz mniej, a wynik pozostawał bez zmian. Wtedy na moje skrzydło leciała piłka, szybko się rozejrzałam, przyjęłam ją i podałam do Marii. Ta przyjęła ją, ale zaraz otoczyły ją dziewczyny z przeciwnej drużyny. Wyszłam na dobrą pozycję, a moja koleżanka natychmiast oddała mi piłkę. Pozostało mi tylko pokonać bramkarkę, teraz albo nigdy. Strzeliłam najmocniej jak umiałam. W tamtej chwili nie myślałam o żadnej technice, chciałam po prostu już mieć to z głowy. Udało się, strzeliłam gola, dziewczyny zaraz się na mnie rzuciły. Byłam nieziemsko szczęśliwa. Teraz tylko wybronić wynik. Zostały dwie minuty regulaminowego czasu gry. To się musi udać. Doliczone trzy minuty, coraz bliżej końca, ale tamte próbowały nadal nam zagrozić. Wynik jednak pozostał już do końca taki sam. Po meczu zaczepiła mnie trenerka.
- Brawo moja droga. Świetny występ.
- Dziękuję, ale to tylko pani zasługa.
- Nie bądź taka skromna. A swoją drogą wybrałaś już klub do którego się przenosisz, czy jednak zostajesz z nami?
- Wie pani, że bardzo chętnie bym została, ale chcę się dalej rozwijać. Chyba wybiorę FC Barcelonę, jest najbliższa mojemu sercu. Oczywiście zaraz po naszym klubie.
- Tak myślę, że dopiero po naszym klubie. A Barca to bardzo dobry wybór. Idealny klub dla ciebie.
Pożegnałam się z trenerką i poszłam do szatni. Większość dziewczyn już była gotowa do wyjścia, ja poszłam pod prysznic, przebrałam się i wróciłam do głównego pomieszczenia szatni.
- To co dziewczyny, widzimy się dzisiaj?
- O tak! Tańczymy, aż nie odpadną nam nogi, śpiewamy, aż nie zedrzemy gardeł, pijemy, sportowcy nie piją.
- Gdyby powiedziała to Ivette prędzej bym uwierzyła, ale ty Maria? Ty mówisz, że sportowcy nie piją? - powiedziała Francisca na co wszystkie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
- Dobra, to lecimy? - spytałam
- Jasne.
Wyszłyśmy z dziewczynami z szatni i zmierzałyśmy w kierunku parkingu. Przed nami pojawił się Alexis. Od razu pobiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- No patrzcie, ta cały mecz przebiegała po boisku, a jeszcze ma siłę w nogach - Śmiały się ze mnie dziewczyny. - Do wieczora Iv.
- Do zobaczenia.
- Gratuluję meczu, moja piłkarko. Bramkarka nie miała z tobą żadnych szans.
- Serio? Z mojej perspektywy wyglądało to nieco inaczej, bardzo mało jej brakowało.
- To miałaś złą perspektywę.
- Jasne. Jedziemy?
- Oczywiście.
Pojechaliśmy do naszego domu, zjedliśmy obiad, chwilę poleniuchowaliśmy i zaczęliśmy się szykować na imprezę. Wybrałam "małą czarną", zrobiłam sobie makijaż i pojechaliśmy. W klubie było już sporo osób, szybko znaleźliśmy nasze towarzystwo. Przywitaliśmy się z obecnymi, zamówiłam sobie lekkiego drinka, nie mam głowy do alkoholu, więc nie będę przesadzać. Alexis obiecał, że nie będzie dużo pił, bo ktoś musi dowieźć nas do domu, a ja nie zdawałam jeszcze egzaminu na prawo jazdy. Wypiłam koktajl podany przez kelnera i ruszyłam z dziewczynami na parkiet. Tańczyłyśmy, śpiewałyśmy i świętowałyśmy nasze zwycięstwo. Około pierwszej w nocy poczułam, że zaczyna mnie boleć głowa. Zbagatelizowałam to i bawiłam się dalej. Później zaczęło mi być duszno i kręciło mi się w głowie. Poprosiłam Franciscę która stała najbliżej mnie, by wyszła ze mną przed budynek. Wirowanie świata wokół mnie ustało, ale nadal bolała mnie głowa. Poprosiłam koleżankę żeby zawołała Alexisa, bo chciałam już wrócić do domu.
- Iv, kochanie, co się dzieje?
- Nie wiem, boli mnie głowa, a w środku kręci mi się w głowie, wracajmy już do domu.
- Jasne, wejdę się tylko pożegnać ze wszystkimi i już do ciebie wracam. Trzymaj kluczyki i wejdź już do auta.
Ivette posłuchała chłopaka i poszła do samochodu, ale nie musiała na niego długo czekać, już po chwili był znowu przy niej.
- Alexis... Ile wypiłeś? Możesz jechać?
- Niewiele, dwa kieliszki i to już dawno. Spokojnie.
- To dobrze. Jedźmy już.
Ruszyliśmy z parkingu. Pomimo bólu który przeszywał mi głowę, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Alexis postanowił przyspieszyć. Początkowo nie osiągał wielkich prędkości, ale ta ciągle rosła.
- Alexis, zwolnij.
- Spokojnie, nic się nie stanie.
- Proszę cię, zwolnij.
- Mówiłem, spokojnie. Wiem co robię.
- Miejmy nadzieję.
- Uspokój się. Odpręż. Zaraz dojedziemy, już niedaleko.
- No dobrze. Kocham cię, wiesz?
- Tak, wiem, ja ciebie taż. Nawet bardzo
To było ostatnie zdanie jakie usłyszałam. Alexis jeszcze trochę przyspieszył. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. Później do moich uszu dobiegł dźwięk gwałtownego hamowania. To nasze auto, dotarło to po chwili do mojej podświadomości. Otworzyłam oczy, oślepił mnie blask świateł, a później była już tylko ciemność...
Miał być w weekend, ale trochę się przedłużyło. Z powodu choroby nie miałam na nic siły. Teraz jest lepiej więc coś wystukałam. Mam nadzieję, że jakoś to wyszło. Na razie jest mało dialogów, ale to się powinno zmienić.
Pisałam, że rozdziały będą regularnie, ale raczej w to wątpię. Nie mam aż tak dużo czasu na pisanie niestety...

I bum! Wypadek ;_;
OdpowiedzUsuńAle rozdział fajny :3
Zdrowiej, zdrowiej <3
Czekam na kolejny <3
;______________;
OdpowiedzUsuńCzemu musisz zaczynać tragicznie? ;_; (dobra, wiem czemu, ale szczegół xd)
Cudnyyy *o*
a ja wiem co będzie XDDD fajne :*** informuj i proszę powiększ czcionke bo ledwo co widzę :3
OdpowiedzUsuńCiekawie sie zaczyna, czekam na nexty! ^^
OdpowiedzUsuńPS. http://moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com/ - ZAPRASZAM NA NOWY BLOG! (Arsenal) ^^
Pzdr :3
Czekam na nastepny . Uwielbiam Barce <3 Zapraszam do mnie http://love-for-sport.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCiekawie się zaczyna :) Dobrze piszesz!
OdpowiedzUsuńZainspirował mnie cytat: ,, boli mnie głowa, a w środku kręci mi się w głowie'' :D