Dzięki mojemu przyjacielowi powoli zacząłem dochodzić do siebie. Przyjąłem do wiadomości to, że Ivette nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu. Gdy dowiedziałem się, że się obudziła chciałem ją odwiedzić, kilka razy byłem nawet w szpitalu, ale jej rodzina mnie nie wpuściła. Później dzwoniłem do niej codziennie, przed dwa tygodnie, ale zawsze odrzucała połączenie, później numer nie odpowiadał. Jak się domyślałem pewnie go zmieniła. Pisałem też maile i te zwykłe, tradycyjne listy, ale i one pozostawały bez odpowiedzi. Trudno się dziwić, zniszczyłem jej życie... Przez pierwsze trzy miesiące każdy mój wieczór kończył się na samotnym upijaniu się w domu i wspominaniu przeszłości. Każde wspomnienie było bolesne, bo wiedziałem, że nic nie sprawi, że znowu będziemy razem. Jednak żadnego wspomnienia nie chciałem się pozbyć, nadal ją kochałem. Co by było gdyby nawet one odeszły? Zostałbym z niczym. Z wszechobecną pustką powoli krok po po kroku wyniszczającą od wewnątrz.
Pewnego dnia gdy byłem w nie najlepszym stanie odwiedził mnie wcześniej wspomniany przyjaciel. Kiedy zobaczył jak wygląda mój dom i jak wyglądam ja, zabrał mi butelkę alkoholu z ręki, zakręcił ją i odłożył do barku. Wiedział z jakiego powodu się tak upiłem. Przez chwilę tylko nieruchomo stał i patrzał na mnie z wyrzutem, że po raz kolejny byłem nietrzeźwy. Później znowu podszedł do barku, wyciągnął całą jego zawartość i wyszedł z tym do kuchni. Nie trzeba długo się zastanawiać, bo dowiedzieć się po co. Wylał wszystko. Wrócił i powiedział, że przyjdzie następnego dnia z samego rana i chce zobaczyć mnie w lepszej kondycji niż byłem tego dnia. Wyszedł, a ja powlokłem się do sypialni na łóżko. Zasnąłem od razu. Dzień w którym przyszedł mój przyjaciel pamiętam doskonale, to wtedy za sprawą jego słów, przez które przekazał mi prawdę o jakiej wiedziałem już wcześniej ale nie chciałem jej do siebie dopuścić, postanowiłem skończyć z alkoholem raz na zawsze. Powiedział mi wtedy - "Upijanie się nie sprawi, że ona wróci, wręcz przeciwnie. To właśnie przez alkohol ją straciłeś. A teraz tym samym możesz zniszczyć siebie. Chcesz tego?" Nie, nie chciałem. Obiecałem sobie i jemu, ale chyba bardziej sobie, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Na początku było ciężko, ale z każdym dniem, tygodniem i miesiącem było coraz lepiej. Zamiast picia zacząłem coraz więcej trenować, co się opłaciło, bo wywalczyłem na stałe miejsce w pierwszym składnie mojej drużyny. Strzelałem coraz więcej goli i coraz bardziej potrafiłem się cieszyć. Nie oznacza to jednak, że coraz bardziej zapominałem o tym co zrobiłem. Nigdy nie zapomnę, będzie się to ciągnęło za mną do końca życia, zawsze będę miał wyrzuty sumienia, ale nie takie jakie były na początku. Jeżeli mam być szczery, myślałem też żeby ze sobą skończyć raz na zawsze. Jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Nie, sam się powstrzymywałem. Wiedziałem, że śmierć oznaczałaby to, że już nigdy nie zobaczyłbym Ivette, nigdy nie usłyszałbym jej głosu, nie poczułbym jej dotyku... Żyłem nadzieją, że jeszcze kiedyś chociaż ją zobaczę, chociaż przez ułamek sekundy, to by mi wystarczyło. Chciałbym zobaczyć ją uśmiechniętą, szczęśliwą, niekoniecznie ze mną... Chciałbym by tam gdzie teraz była, tam gdzie będzie zaznała wielkiego szczęścia. Takiego jakiego za zaznawałem gdy byłem z nią. Jednak najbardziej chciałem byśmy tego szczęścia mogli zaznać razem. I gdzieś głęboko w sercu, rodziło się we mnie przekonanie, że to jest jeszcze możliwe. Chciałem w to wierzyć. Wiara i nadzieja umierają ostatnie...
Tak więc czwarty rozdział na tym blogu mam za sobą. Mam wrażenie, że wyszedł taki nijaki i nudny, ale to pozostawię do oceny Wam :) Trochę krótki wyszedł, ale już nie chciałam tego ciągnąć na siłę, bo wyszedłby jeszcze gorzej...
PS. Kto chce być informowany niech wpisze się na stronę "Informowani" :)
Komentarz=motywacja do dalszego pisania
Nie napisałam tego nigdzie indziej, więc zrobię to tutaj - Gratulacje Puyi :) Na pewno będą wspaniałą rodzinką :)

Piękne. Brawo <3 . Autentycznie mi smutno ._.
OdpowiedzUsuńMagda.
Zasmuciłaś mnie tym rozdziałem ;__________________;
OdpowiedzUsuńAle dobrze, że Alexis odstawił alkohol.
ale się spotkają, coś czuję xd :(
Cudny, ale smutny, czekam na nn <3
smuuutno ;((
OdpowiedzUsuńdobrze, że nie pisałaś dłuższego bo bym się jeszcze popłakała ;<
dawaj następny, oby był weselszy! :)
czemu takie krótkie :'(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((( chociaż może to i lepiej bo pogrążyłabym się jeszcze bardziej w rozpaczy :( czekam na nn :3
OdpowiedzUsuńZapraszam na prolog :) bardzo porszę o szczere opinie w komentarzach http://faith-is-the-most-important.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńTy geniuszu <33
OdpowiedzUsuńCudowne, wspaniałe, fenomenalne *o*
przepiękny rozdział tylko szkoda, że taki krótki pisz dłuższe
OdpowiedzUsuńbędą dłuższe, po prostu tego jak już pisałam, nie chciałam ciągnąć, bo wałkowanie ciągle jednego nie przyniosło by dobrego efektu :) mogę obiecać, że nie będzie już aż tak krótkich rozdziałów :)
UsuńRozdział jak zwykle doskonały i poruszający. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg no i oczywiście weny życzę :*
OdpowiedzUsuńsmutny rozdział ;cc
OdpowiedzUsuńJa chce dłuższe <3
Oczy mi się zaszkliły... Biedny Alexis. Widać jak ją kocha i jak bardzo żałuje tego wypadku... Mam nadzieję,że porozmawiają i może z czasem Ivette mu wybaczy.
OdpowiedzUsuńWeny życzę. :3
I zapraszam również do mnie.
zapraszam na trójeczkę :) http://sarzeczyoktorychsiefizjologomniesnilo.blogspot.com/2014/02/rozdzia-3.html
OdpowiedzUsuńPodoba mi się określenie: wszechobecna pustka wyniszczającą od wewnątrz, świetny rozdział, coraz bardziej się wkręcam :) noo i trzeba podkreślić, że dobrze wczułaś się w sytuację Alexisa, czytając to miałam wrażenie, że dobry znajomy opowiada mi swoją historię :)
OdpowiedzUsuń